czwartek, 18 września 2014

R. I "Run"

Aromatyczny zapach świeżo parzonej kawy i smażonych naleśników unosił się po pokoju. Szatynka leżała wtulona w ciało mężczyzny. Piętro niżej pierwsza zmiana jadła śniadanie, ich jednak miała jeszcze godzinę. Promienie słońca, które przedostały się przez gąszcz firanek miło padały na gołe ciało dziewczyny. Szatynka wyciągnęła się wzdłuż łóżka i poszła do łazienki. Był ciepły, słoneczny dzień, a w takie dni uwielbiała jedno. Chłodny prysznic.
    Gdy wyszła z kabiny, chłopak już wstał. Dziewczyna przywitała go pocałunkiem i zaczęła się ubierać.
-Ktoś ci pozwolił zasłaniać tak piękne ciało?- zapytał udając obrażonego podchodząc do niej od tyłu, całując jej szyję.
-A ktoś pozwolił ci je odsłaniać?- zaśmiała się i dalej ubierała.


    Wszyscy już czekali w stołówce, jak zawsze menagera zamówiła indywidualne posiłki i jeden wielki stół. Nikt z ekipy nie lubił zamieszania, ale też nie chcieli jadać w pokojach. Dla tego zawsze mieli oddzielną porę i pustą salę.
Chłopaki siedzieli na skraju stołu, byli zajęci rozmową, obok wokalisty siedziała Emma, menagera, a za nią resztą ekipy. Na rogu siedział gitarzysta, a obok niego perkusista, obok niego jak zawsze dwa wolne miejsca, a za nimi ekipa dźwiękowa i inni muzycy koncertowi. Przypominało to widok w szkole średniej. Drużyna bejsbolowa, czirliderki, spoko ludzie i kujony. Para zajęła zarezerwowane jak zawsze miejsce przy zespole, który jak na zawołanie przerwał swoją dyskusję.
-Hej Sonik!- zawołał najniższy z trójki szatyn i pocałował przyjaciółkę w policzek, a że reszta była za daleko musieli zadowolić się kiwnięciem głowy. Brunet za to tylko uścisnął im dłonie i usiadł na miejsce.
    Każdy wiedział, że brunet z rana ma dobry humor tylko w łóżku z Sonią, a poza nim lepiej trzymać się od niego z daleko. Zajęli się więc śniadaniem rozmawiając przy tym z sąsiadami.
-Ej Soni, co mu dzisiaj?- wyszeptał dziewczynie do ucha perkusista i wskazał na bruneta, który ze zgorzkniałą miną wchłaniał swoją porcję płatek z podwójną porcją cukru i mocną kawę.
-Kto? Braxton? Jak zawsze. Nie spał pół nocy, dzisiaj miał wyjątkowy problem.
-Biedak. Koncerty do 2, a potem choroba…. Że on jeszcze funkcjonuje.
-Funkcjonuję i mam fantastyczny słuch jakbyś zapomniał Leto.- burknął zły i ponownie zajął się jedzeniem.
-No tak… To ja się już zamykam.- odpowiedział zirytowany szatyn i odwrócił się do przyjaciela z zespołu. Sonia spojrzała wściekła na chłopaka i również bez słowa skończyła śniadanie.
    Po śniadaniu każdy zajął się swoją pracą. Sonia poszła do pokoju kończyć projekty, a zespół szykować instrumenty. Ollita podczas nieobecności przyjaciół poszedł na miasto.
    Dochodziło południe, słońce parzyło nagie ramiona bruneta. Zapach unoszących się w powietrzu spalin mieszał się z aromatami kuchni francuskich. Brunet jak zwykle musiał a sobie kapelusz i okulary. Mimo, że był tylko koncertowym muzykiem, zdarzało mu się spotkać psychiczne fanki. Nie przeszkadzało mu robienie zdjęć czy rozdawanie autografów, ale nie miał siły na słuchanie ich pisków.
    Mijał kolejne sklepy, restauracje i kafejki. Co prawda w każdym sklepie mógł kupić energetyki, ale wolał, aby nikt go nie widział. Lubił z rana być sam. Bezsenność coraz bardziej dawała o sobie znak. Gdy grywał on sporadycznie nie przeszkadzało mu to tak jak teraz. W trasie jest już pół roku, koncert kończą o 2,3 w nocy, a wstają o 7 czy 8. Jedni kładą się od razu po koncercie, ale on musi się mocno skupić, by zasnąć. Leki nic a nic mu nie pomagają. Pierwszy miesiąc jeszcze sobie radził, ale z każdą kolejną dobą było gorzej. 3 godziny snu na całą dobę wysiłku to rzecz absurdalna. Poszarpane nerwy to nic, dopóki nie popadł w uzależnienie. OD dwóch lat zaczął pic napoje energetyczne. Wpierw po jednym, później stopniowo więcej, aż nie mógł wytrzymać dnia bez tego. Już jeden łyk pobudził go na tyle, że nie mógł wysiedzieć w miejscu. Lecz tylko na chwilę dawało mi to ukojenie. Po godzinie prowadziło do napadów agresji. Stał się jeszcze bardziej narowisty. Coraz częściej się kłócił, byle szmer go denerwował. Doprowadziło go to do takiego stanu, że podczas jednego z koncertów rzucił się na technika scenicznego za to, że wyjął mu słuchawkę z uszu. Wtedy każdy zrozumiał, że trzeba coś z tym zrobić. Każda próba leczenia jednak nieskutkowana. Obiecał on nie pic więcej, ale po tygodniu pękł.
    Miał już kolejną alejkę, aż uznał, że może spokojni kupić co chciał. Wszedł do sklepu i kupił 8 najmocniejszych energetyków i 5 Red Bulli. Kasjerka podejrzanie spojrzała na zakupy, wzruszyła ramionami i skasowała produkty. By nie wzbudzić podejrzenia, przy hotelu kupił dla siebie i Shannona kawę, a reszcie croissanty.
_ - _
Szatynka chodziła od sali do Sali, była już na stołówce, recepcji, salonie i na tarasie. Nigdzie go nie było. Poddała się i wracała już do pokoju gdy zobaczyła starszego Leto, z którym rozmawiała rano na stołówce.
-Hej Shanny, widziałeś Braxta?
-Olite?- spojrzał na nią z przesadzonym zdziwieniem i wymuszonym zamyśleniem.- Nope, nie widziałem.
-Na pewno?
-Na 100%!- zapewnił uśmiechając się
-Tak… To czemu kłamiesz?
-Ja..
-Shanny, daruj.
-Eh. I tak wiesz przecież. Poszedł na miasto.
-Po co?
-A ja wiem? Aż tak mi się nie zwierzał.
-Jasne dzięki.

______
Abyście mieli coś więcej do czytania, proszę rozdział 1 już teraz xD Liczę na komentarze :) Kolejny #SOON

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz