Kolejny! Krótki, bo krótki, ale muszę nadążyć z pisaniem :P Mam nadzieję, że wasza aktywność wzrośnie :c
________________
________________
Szatynka
rozejrzała się po okolicy, za oknem powoli wschodziło słońce. W busie panował
gwar, każdy zbierał się do wyjścia więc i ona wyciągnęła się i założyła kurtkę.
Nie rozumiała czemu Emma uparła się by lecieć z lotniska trzy miasta dalej, ale
przynajmniej miała czas się zdrzemnąć. Chłodny wiatr smagał jej gołe nogi, a
włosy żyły własnym życiem. Gdy szła w stronę lotniska zauważyła Braxtona, który
patrzył w jej stronę, więc ta pośpiesznie schowała się za plecami gitarzysty.
Jego wysoka, wysportowana postura spokojnie zakryła kruche ciało dziewczyny.
-Nadal go
unikasz?- zapytał po cichu ledwo otwierając usta Chorwat
-A po co ma
mnie widzieć. Nie chce słuchać jego przeprosin.
-Nie możesz
wiecznie uciekać.
-Wiecznie
nie, ale do końca trasy…
-Sonia.
Lotnisko
powoli wracało do życia, gdzie nie gdzie można było spotkac ludzi, pewnie dla
tego Emma wybrała takie miejsce, by nie było zamieszania. Wszystkie bagaże już
zapakowane, czas wejść na pokład. Aj, aj kapitanie.- pomyślała i ruszyła do
samolotu. Przez cały czas unikała swojego chłopaka, ale teraz jest to
nieuniknione. Musi siedziec obok niego. Braxton już zajął swoje miejsce, a
widząc dziewczyną jak oparzony wyskoczył do góry i spojrzał w jej oczy.
-Możesz mnie
puścic?- powiedziała po długiej chwili ciszy Sonia, a chłopak jakby dopiero
wrócił na ziemię wyszedł przed siedzenie i puścił dziewczynę pod okno.
-Sonia. Musi
pogadać.- odezwał się po godzinę lotu brunet, jego dłoń odszukała jej, ale
dziewczyna wyrwała ją i odwróciła się w stronę okna. Wszyscy w około spali,
bądź słuchali muzyki na telefonach.
-Jak dla
mnie nie mamy o czym.
-Sonia,
proszę.
-Dobrze.-
spojrzała na niego- Mów. Ale jeśli masz zamiar przepraszać, to nie wiem czy ma
to sens, bo i tak ci nie wybaczę.
-Sonia. Daj
mi szansę. Nie jest mi łatwo tego rzucić. Staram się, ale to jest trudne.
-Mi też jest trudno to znosić. Staram się, ale to jest za trudne.
-Sonia, daj mi ostatnią szansę, błagam. Poprawię się.
-Mi też jest trudno to znosić. Staram się, ale to jest za trudne.
-Sonia, daj mi ostatnią szansę, błagam. Poprawię się.
- I co?
Dalej będziesz mnie oszukiwał? Nie. Uważam, że powinniśmy od siebie odpocząć.
-Ale czemu?
-Oli! Nie
mam siły na to wszystko. Zostawiając rodzinę nie spodziewałam się, że mój
chłopak będzie pił energetyki i po nich atakował ludzi!
-To się
zdarzyło raz...
-Cztery. Dwa
w ostatnich 3 miesiącach. I to na Vicky.
-No...-zaczął,
ale dziewczyna nie dała mu dojść do słowa.
-No co?!
Chciałeś uderzyć Vicky za to, że za głośno się odezwała! Zrobiłbyś to gdyby nie
Tomo! Codziennie muszę czuwać nad tobą byś nie zrobił sobie krzywdy, gdy śpisz
potrafisz i mnie uderzyć jak masz koszmary, ale nie mówiłam ci tego, bo wiem
jak zareagujesz.
-Co...
-Nic... po
prostu mam dość. Nie mogę niańczyć ciebie i zarazem pracować z zespołem kiedy
ty nawet nie potrafisz rzucić głupiego nałogu.
-Sonia. To
nie takie proste...
-Wiem. Sama
to miałam, ale widzisz. Wyszłam z tego. Dla ciebie. Rzuciłam pieprzone
papierosy, a ty co? Od dwóch lat nie umiesz rzucic głupich energetyków?!
-Roku.
-Rok czy dwa
co za różnica! Ważne jest to, że po nich jesteś agresywny! Mam tego dość.
Braxton daj mi czas, proszę.
-Sonia...-
chłopak widział, że dziewczyna była na skraju wyczerpania, a ta rozmowa ją
dobiła. To co teraz usłyszał zbiło go z nóg. Nie wiedział co się dzieje gdy
śpi, ale często widział o poranku różne siniaki na ciele dziewczyny bądź
zadrapnia, ale tłumaczyła, że to wypadek w łazience. Nigdy by nawet nie
podejrzewał, że on...
-Oli.
Proszę. Daj mi spokoju trochę. -wyszeptała przez łzy, teraz wszystko się
pogmatwało, jego przeprosiny nie miały tutaj miejsca. Tutaj potrzebne bylo
współczucie. Chłopak chwycił jej dłoń, spojrzeli sobie w oczy, smutek i ból na
jej twarzy rozrywał jego serce, nie po to wyjechali do Ameryki, by teraz ona
przez niego płakała. Nie chciał tego. Przytulił ją najmocniej jak mógł, poczuł
na swojej koszuli jej łzy, cichy jęk wydarł się z jej płuc i fala łez zalała
jej twarz. Olita pocałował czule jej czoło i zaczął głaskać ją po plecach.
-Przepraszam.-
wyszeptał szczerze, ale nie było to w nadziei na powrót do związku, były to
przeprosiny za to co jej zrobił. Najszczersze jakie kiedykolwiek wypowiedział,
wiedział jednak, że to niczego nie zmieni. Dziewczyna dalej płakała, a on nie
miał na to żadnego wpływu, wiedział, że teraz nic nie zdziała, musiała ona sama
w sobie znieść ból. To był jej złoty środek. Wszystko co chowała w sobie
musiała teraz wypuścić. Wiedział, że jest ona silna, ale nie wszystko człowiek
zniesie. No może z wyjątkiem Jareda.
-Kocham cię
Oli.- wyszeptała i pocałowała jego goły obojczyk, uwielbiał gdy jej miękkie
usta tak czule, delikatnie dotykały jego ciała, dziękował sobie teraz w duchu,
że założył koszulkę zakrywającą ledwo połowę jego ciała. Po chwili poczuł, że
jej oddech się uspokoił, a jej ciało bezwładnie opadło na jego. Spojrzał na jej
twarz, spała. Tak beztrosko, jak dziecko, które schowało się u mamy na kolanach
przed burzą, spokój na jej twarzy był tak kojący dla jego duszy. Widział, że
czuję się z nim bezpieczna, ale zrozumiał swój błąd. Był zbyt egoistyczny, ona
wiecznie myśli o nim, nigdy o sobie, a teraz gdy sama nie wytrzymuje on robi
jej jeszcze wyrzuty. Przeklął w myślach samego siebie i zrozumiał, że musi dać
jej spokój. Pocałował ją w czoło i sięgnął po bawełnianą kurtkę na oparciu jej
siedzenia, przykrył ją ubraniem i sam zmusił się do snu, chociaż myśl, że może
ją nawet teraz skrzywdzić była nie do zniesienia odpłynął jednak w objęcia
Morfeusza.
__
Samolot wylądował wyjątkowo
delikatnie, lekkie turbulencje nawet nie obudziły dziewczyny, dopiero słodki
zapach perfum Oliego i jego silne dłonie wyrwały ją ze snu. Odruchowo spojrzała
za okno, ciemno, ale nie pełen mrok. Zbliżała się noc. Dziewczyna założyła
kurtkę i pomimo mieszanych uczuć chwyciła Olite za rękę i razem wyszli na
zewnątrz samolotu. Na lotnisku były tłumy ludzi, większość dziewczyn ubranych w
koszulki z logiem zespołu, każda krzyczała, piszczała i wołała swojego idola.
Skąd one to wiedziały.- pomyślał Olita i szybszym krokiem ruszył do przodu raz
po raz dając autograf jakiejś fance, Sonia znosiła to ze stoickim spokojem i
szła dalej ku wyjściu.
-Sonia.-
wyszeptał do niej już na zewnątrz mężczyzna, chłopaki zostali jeszcze chwilę
porozmawiać z Echelon, cenili sobie nad życie kontakt z fanami, traktowali ich
nawet jeszcze bliżej, jak rodzinę.
-Słucham.
-Przemyślałem
to i.... Przepraszam, nie chce wybaczenia... Po prostu przepraszam. -
dziewczyna zatrzymała się i spojrzała na niego, widziała w jego oczach
prawdziwe uczucia, wiedziała, że nie chodzi mu teraz o ich związek, naprawdę
żałował tego co jej zrobił, a ona nie mogła tego tak zostawić. Chwyciła jego
twarz i pocałował najdelikatniej jak potrafiła, tak lubił najbardziej,
przeżywał to wtedy dwa razy mocniej. Był to jeden z najdłuższych pocałunków,
Braxton spojrzał na nią pełen nadziei na więcej, ale wiedział, że nie będzie
niczego więcej. Odwrócił wzrok i
wyszeptał pomimo mieszanych uczuć.- Poproś Emmę by rozdzieliła nasze
pokoje. - i odszedł. Bez słowa, szatynka wiedziała, że to dla niego bardzo
trudne więc wolała nie drążyć tego tematu powiedziała tylko do siebie
"dziękuję" i ruszyła w ślad za nim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz