niedziela, 21 września 2014

R.III "A we mnie samym wilki dwa, oblicze dobra, oblicze zła"



Było za krótko, to proszę, dłuższy :) Następny #SOON muszę nadrobić weekend! :P Liczę, że będzie więcej komentarzy, bo ilość odsłon zwaliła mnie z nóg! *.* Żebyście jeszcze tak komentowali :c 
No, ale... Dobranoc wszystkim :* 

______


Gdy otworzyła drzwi pokój był pusty, na stoliku leżała tylko kartka z listem od Olity. "Idę na próbę, jeśli wróciłaś to poczekaj na mnie. Braxton." zgodnie z życzeniem położyła rzeczy na komodzie i poszła do łazienki. Jako, że do koncertu dzieli ich niewiele godzin postanowiła się przebrać i w wolnej chwili zabrać się za zaległe papierki. Próba powinna trwać nieco ponad godzinę więc przez ten czas powinno jej się udać przejrzeć chociaż oferty dla wytwórni i ostatecznie je poprawić, jednak dzisiejsze sytuacje tak ją przygnębiły, że z 12 ofert przejrzała w tym czasie 3 i zasnęła. 
            Drzwi otworzyły się bezszelestnie, ale zamykanie zamków było już głośniejsze. Mały szelest, ale wystarczył by obudzić Sonię. Powoli podniosła górną część ciała i spojrzała w stronę źródła hałasu, zaspane oczy nie pozwoliły jej dojrzeć szczegółów postaci, ale już ogólny zarys ją uświadomił, że próba się skończyła. Przetarła twarz i powoli starała się wyostrzać obraz.
-Pracowałaś?- odezwał się Braxton rzucając pokrowiec z gitarą na kanapę, a sam rzucił się na łóżko.
-Ktoś musi. Umowy same się nie napiszą.
-Mhm. A możemy pogadać?
-O czym? O nas? A ma to sens?
-Sonik.
-Co?- odwróciła się do niego na krześle i spojrzała w jego oczy, siedział on teraz okrakiem na łóżku i patrzył oczami pełnymi nadziei w jej pełne lodu i złości.
-Zrozum mnie. Dla mnie to nie jest proste. Staram się zmienić, ale nie potrafię.
-Ja też nie potrafię. Nie potrafię być z tobą. To mnie przerasta rozumiesz?
-Mnie również! Nie łatwo jest mi spać 2 godziny, a potem jechać dalej w trasę i koncertować. Bez tych energetyków nie wyżyje!
-Wyżyjesz, musisz tylko walczyć.
-Nie! Nie dam rady bez nich, rozumiesz?
-Tak? A beze mnie dasz? Jeśli tak to proszę bardzo, bądź ze swoimi energetykami. Ja od jutra biorę osobny pokój.- wydusiła na jednym oddechu, spakowała papiery do teczki i ruszyła do drzwi. Na koniec tylko raz na niego spojrzała.- Sam tego chciałeś.- I wyszła.
            Było po 18, a koncert zaczynał się o 21. Latem Francja jest idealnym miejscem dla zakochanych, ale dla niej okazała się koszmarem. Mimo to, wzięła teczkę poszła na miasto pospacerować.  Szła załamana ulicami Paryża, raz po raz kolejna łza, uwolniona spod jej powieki spłynęła po policzku. Mijała kolejne ulice, parki i restauracje. Urocze zapachy kusiły dziewczynę, lecz tłok ludzi nie pozwolił, by do nich weszła. Wyszukiwała bowiem pustego baru, gdzie będzie sama. Nie lubiła zamieszania, wolała ciszę i spokój, było to trochę śmieszne patrząc na to, że jej mężczyzna jest gitarzystą koncertowym jednego z najpopularniejszych amerykańskich zespołów rockowych. Codziennie widują tysiące, a może i miliony ludzi zakochanych głównie w wokaliście zespołu, Jaredzie Leto. Trudno w takich warunkach mieć spokój, a jednak jej się to udawało. Zazwyczaj.
            Dziewczyna po raz kolejny poczuła wibrację telefonu, zespół w regularnych odstępach dzwonił do niej, ale nie miała ochoty odbierać. Wiedziała, że się martwią, ale była ona już dorosła i wiedziała jak o siebie zadbać. Aż nazbyt dobrze wiedziała.
            Minęła kolejną alejkę, ta jednak była inna, dla ludzi niższego poziomu. Na parapetach nie było pięknych kwiatów, chodnika z pięknego marmuru, drogich restauracji czy markowych sklepów. Nie. Tutaj były zapuszczone bary, sklepy z używaną odzieżą i klub gogo.  Idealne miejsce.-pomyślała i weszła do pierwszego napotkanego baru. Tak jak się spodziewała, w środku była jedna kobieta sącząca drinka ze swoim facetem, kelnerka i barman. Brudne okna, tłuszcz na podłodze i zapach niskiej jakości mięsa nie dodawał miejscu uroku, więc odrzucał, ale Sonia zanim trawiła do luksusów, żyła w gorszych warunkach i miejsce takie jak to wydawało się jej być 5 gwiazdkową restauracją.
            Zajęła miejsce w kącie, daleko od ludzi, wejścia i okien. Na drewnianym krześle leżała poduszka, która ewidentnie rozgryzł jakiś gryzoń i teraz jej wnętrze powoli ulatniało się. Na stole położona była cerata, która nie widziała ścierki i płynu do mycia od wielu miesięcy. Dziewczynie przez myśl przeszło pytanie, jak sanepid to zaakceptował, ale wiedziała, że jeśli ktoś ma znajomości to i gorsze rzeczy zaakceptują.
            Znudzona kelnerka podeszła do stolik, brudny fartuszek i bluzka z logiem Nirvany, tak wyglądał jej strój roboczy. Bardzo profesjonalnie- pomyślała. Wyjęła kartkę i długopis i równie znudzonym głosem zapytała.
- Ce qu'il faut donner?- zapytała, ale Sonik mimo iż nie znała francuskiego domyśliła się, że pyta o zamówienie.
-Whisky, dużo.- odpowiedziała i nie patrząc na kelnerkę zaczęła grzebać w torbie w poszukiwaniu laptopa. Gdy już go znalazła pośród sterty papieru, pozwoliła sobie trochę porządzić. Kelnerka nadal stała nad nią i nieco zdezorientowana patrzyła na jej działanie. Ona w tym czasie przerzuciła ceratę na drugą stronę, chusteczką wytarła stół i przygotowała sobie miejsce do pracy. Rozłożyła dziesiątki ofert, idealnie popakowanych w teczki tak by nie było chaosu, wyjęła laptopa. Rozejrzała się za gniazdkiem, które idealnie mieściło się obok jej stolika. Kelnerka nadal stała i patrzyła na jej ruchy.
-To wszystko.- odpowiedziała nie zwracając na nią uwagi, podłączyła ładowarkę i odpaliła komputer. Kelnerka nadal zdziwiona jej zachowaniem ruszyła do kuchni, a Sonia pomimo niechęci wzięła się do pracy. Wzięła pierwszą taczkę z jednej wytwórni, zaczęła przeglądać wszystko oferty, odpowiedzi i proponowane umowy, szczegółowo przetwarzała każdą linijkę tekstu, wiedziała, że chłopaki nie mogą sobie pozwolił na najmniejszy haczyk. Mieli teraz za dużo na głowie. Jedna wojna z EMI, trasa i płyta. Jared ledwo sobie radził, a co dopiero reszta chłopaków. On był z nich wszystkich najsilniejszy, ale pozew o 30 milionów i jego załamał. Wiedział, że mimo tego ich kariera nie może stanąć w miejscu, nagrali na spokojnie This is War, są w trasie, ale to nie koniec. Muszą iść dalej. Leto ma materiał na dwie kolejne płyty, a może i trzy, ale brak im możliwości. Po trasie już są przygotowani do nagrywania 4 płyty, ale co dalej. Umowa się kończy i muszą szukać dalej wytwórni, ale nie mogą już sobie pozwolić na takie sytuacje jak z EMI.
            Kelnerka przyniosła butelkę whisky i kieliszek
-Rachunek przyniosę później.- powiedziała już po angielsku z uśmiechem na ustach.- Mam dla pani radę. Zamiast leczyć smutki w pracy i whisky, lepiej poszukać innego. Jak już pić, to polecam gorącą czekoladę, na rany miłosne-najlepsza.
-Skąd pani wie?
-Obserwuję panią odkąd tu weszła, widać to z daleka. Nie jedna załamana kobieta tutaj przychodziła.
-Mhm.- uśmiechnęła się serdecznie.- Dziękuję.
            Kobieta odeszła, a Sonia mimo jej rad nalała pierwszy kieliszek trunku i wypiła do ostatniej kropli. Siła procentów na chwilę ją odurzyła, ale po paru sekundach wróciła do pracy. Nawet nie zauważyła kiedy wypiła pierwszą butelkę, a już zamówiła 2.
            Praca szła jej bardzo szybko, gdy tylko miała ciszę i spokój, potrafiła się tak skupić na pracy, że w godzinę mogła napisać kilka lub kilkanaście ofert. Pomimo takiej ilości spożytego alkoholu potrafiła trzeźwo myśleć, miała mocną głowę do trunków. Pierwotny ład i porządek teraz był chaosem, wszędzie leżały inne kartki, niewiadomo, które do czego. Sonia powoli kończyła ostatnią ofertę, ale nie liczyła, że wytwórnie je zaakceptują. Było wiele propozycji, ale na razie żadna nie doszła do skutku. Miała nadzieję, że obecne negocjacje wreszcie zaowocują i chłopaki podpiszą kontrakt. Dziewczyna spojrzała na zegarek, 23:43. Czas się zbierać-pomyślała i zapisała ostatni dokument. Spakowała komputer, posegregowała dokumenty i zapłaciła rachunek. Na ulicy była już cisza, większość mieszkań była pochłonięta mrokiem, gdzieniegdzie  było słychać pijaków mamroczących coś pod nosem, z drugiego końca ulicy dobiegały odgłosy imprezy, na ławce obok baru całowała się para młodych ludzi, patrząc na ich zachowanie nie byli do końca trzeźwi. Sonia nie zwracając na to uwagi ruszyła do hotelu. Chłopcy powinni dopiero pakować sprzęt więc miała chwilę czasu w samotności. Weszła do hotelu po cichu, recepcja była pusta, więc pewnym krokiem ruszyła do windy. To takie irytujące, przed chwilą była na ulicy, która dla kogoś mogła być domem, tak jak kiedyś dla niej, a teraz weszła do luksusowego hotelu, wszystkie meble były z najwyższej jakości skóry, ściany pokryte freskami, lampy z ozdobnymi brylantami. Ironia losu- pomyślała, w tej samej chwili winda się zatrzymała i dziewczyna ruszyła do pokoju. Wyjęła walizkę i spakowała ubrania, kosmetyki i inne rzeczy. Na samej górze jak zawsze położyła dwa zdjęcia. Jedno jej i Braxtona, a drugie jej rodziny. Rodziny, której nie widziała 5 lat.
-Witaj nieznajomy, nawet nie wiem jak na imię masz.-zanuciła patrząc na zdjęcie i zamknęła walizkę tym samym odcinając się od przeszłości. -Gotowa.-powiedziała sama do siebie i zaniosła bagaż do busa, który został pod hotelem, dwa pozostałe pojechały z ekipą na koncert. Jako, że miała ostatnie chwilę spokoju poszła do baru i zamówiła kolejne whisky.

__

            Jared zmienił strój, chłopcy wytarli się z potu, a ekipa poskładała sprzęt. Każdy już był gotowy, ale jeszcze nie wracali do hotelu. Czekali chwilę, by fani rozeszli się do domów, a zespół ochłonął po dzisiejszym show. Olita nadal nerwowo chodził po garderobie. Nie mógł zrozumieć czemu nie ma Soni, a tym bardziej czemu nie odbiera.  Co chwila zerkał na telefon i sprawdzał czy nie dzwoni, ale na marne. Wiedział, że dziewczyna jest na niego zła i nie odbiera, ale ciągle martwił się, że mogło jej się coś stać. Przed wyjazdem na koncert zniknęła gdzieś, nikt nie wie gdzie, po głowie chodziły mu czarne scenariusze, widział ją samą, w ciemnym kącie, skuloną, chowającą się przed jakimś mordercą, widział ją uwięzioną pod ścianą, wystraszoną, a nad nią stał gwałciciel, widział wiele historii, jego wyobraźnia sięgnęła granic rozsądku, a podwójna porcja kofeiny w kawie nie pomagała mu w irracjonalnym myśleniu. Nie zauważył nawet, że idzie prosto na technika, który niósł pokrowiec z bębnami Shannona i wpadł na niego.
-Kurwa! Olita uważaj! Te bębny nie kosztują 2 dolary!- wydarł się na niego mężczyzna podnosząc instrument, który upadł na ziemię robiąc nie mały hałas. Całą ekipa spojrzał w ich stronę, każdy stał w ciszy, wiedzieli co będzie zaraz.
-Co tu...- odezwał się Shannon, który właśnie wyszedł z garderoby, talerz z pierogami upadł na ziemię, a Leto pobiegł do jego kochanki, która właśnie leżała na ziemi koło Olity.- Kto to zrobił?- krzyknął tuląc instrument w ramionach, wszyscy wiedzieli, że Shannon jest przewrażliwiony na punkcie perkusji, wiedział to i Braxton, który powoli zaczął wycofywać się do tyłu, by nie dostać w twarz.
-Olita!- krzyknął Leto, ale zanim rzucił się na przyjaciela rozpakował instrument i sprawdził, czy jego ukochanej nic się nie stało.-Masz szczęście. Jeśli znajdę choć rysę, to ci nogi z dupy powyrywam i przerobie na kiełbasę!
-Dobra Shannon spokój.- odezwała się Emma, która właśnie wróciła do grupy-Jedziemy do hotelu. Pakować manatki.
Każdy jak na zawołanie złapał resztkę bagaży i zaniósł do busa. Jedynie Braxton i Jared zostali sami.
-Uważaj na siebie. Shannon się zmienił.- powiedział młodszy Leto gdy szli do samochodu, a brunet tylko spojrzał na przyjaciela niezrozumiale.
-Ale że o co chodzi?
-Nie podpadaj mu. Po prostu.- odpowiedział beznamiętnie i ruszył szybszym krokiem. Braxton został sam, wyjął blackberry z kieszeni spodni i spojrzał raz jeszcze na ekran. Nie dzwoniła. Ostatnia nadzieja prysła. Wiedział, że teraz będzie musiał się mocno wysilić, by mu wybaczyła.

 __



Gdy Sonia usłyszała znajome głosy, odłożyła alkohol i szklankę do baru, poprawiła wygląd i ruszyła do przyjaciół. Wszyscy byli zmęczeni, więc  nie podejrzewała żeby ktokolwiek dojrzał u niej jaką kol wiek zmianę w głosie, czy zachowaniu, jedynie mogli to wyczuć. Świat powoli wirował jej w głowię, ale z większym wysiłkiem postarała się iść prosto do Shannona, który razem z bratem szedł w jej stronę.
-No siema. Jak tam koncert?- zaczęła rozglądając się dookoła.
-Spokojnie, Braxton zasnął w busie.- uspokoił ją młodszy Leto i przytulił. Dobrze wiedział o co chodzi, znał ją nazbyt dobrze. –Gdzie byłaś?
-Pracowałam. Potrzebowałam chwili spokoju.
-Mogłaś poinformować.- wtrącił Shannon i również ją przytulił. We trójkę usiedli na fotelach w recepcji.
-Tak? Żebyście robili mi wykłady, albo jeszcze ściągali do siebie?
-Żeby uspokoić Olite. On nic nie robił tylko sprawdzał czy do niego nie dzwoniłaś.
-Przy okazji chciał zabić Sharon.- burknął pod nosem Shannon
-Co?- spytała zdezorientowana
-Rzucił się na jeden z bębnów.- wytłumaczył Jared
-Nie jeden z bębnów, tylko Sharon! Ona jest najważniejsza!- oburzył się starszy Leto i przyjął postawę obrażonego.
-Nic jej się nie stało, tak?
-Co z tego! Mogła umrzeć.- Shannon był bardzo czuły na jego perkusję, widać to na każdym kroku, tak więc tę sytuację zapamięta na długo i nie da spokoju brunetowi.
-Dobra brat, spokoju troszkę. Sonia. Gdzie byłaś?
-W barze. Pisałam oferty do wytwórni. – odpowiedziała i poprawiła się w fotelu, wokół nich ekipa powoli znosiła swoje walizki, wśród nich był też Tomo, który gdy zauważył przyjaciół, oddał walizkę Emmie, a sam do nich dołączył.
-O! Córka marnotrawna powróciła!- zawołał szczęśliwy i usiadł jej na kolanach.- Gdzie kocurze byłaś? Nie ładnie się tak późno szwędac po ulicach!
-Po raz kolejny, pracowałam w jakimś barze. – wytłumaczyła zrezygnowana, nienawidziła się tłumaczyć, a tym bardziej im.
-Mhm. To następnym razem, proszę. Poinformuj nas o tym Sonia. – powiedział Jared i spojrzał na brata dając mu znac, że czas się spakować. Na pożegnanie złapał dłoń dziewczyny i uśmiechnął się, a Shannon pocałował ją w czoło. Szatynka często przy tej trójce czuła się jak z rodzeństwem. Odkąd Braxton zaczął z nimi współpracować poczuła się jakby… zastąpili jej rodzinę.  Chłopcy już poszli, została tylko sama z Tomo, który nadal siedział na  jej kolanach, a ręce oplutł na jej szyi. Czuła na sobie jego ciepło, ciarki pozostałe po koncercie i oddech, tak bliski, milimetry od jej karku.
-Tomo.- wyszeptała, uwielbiała z nim tak rozmawiać, szeptem, tylko szeptem. Jego chorwacki akcent wtedy był najpiękniejszy, a głęboki głos pobudzał zmysły każdej kobiety. Tomo był dla niej najbliższy, zawsze do niego chodziła gdy miała problem i wzajemnie. – Z kim rozmawiałeś wtedy w pokoju?
-Sonia, nie mówmy o tym.
-Tomislav. Nigdy nie miałeś przede mną sekretów. Proszę. Martwię się.-jej dłoń automatycznie odnalazła jego i wplotła palce w jego, a on w odpowiedzi tylko je zakleszczył.
- Sonia, nie masz się o co martwic.- by jej to zapewnić smyrnął nosem jej kark, a jej ciało przeszył dreszcz. Vicky widząc to mogłaby być zła, ale nie ma jej tu, a ekipa już się do tego przyzwyczaiła.
-Proszę.
-Eh… z Vicky mamy… kryzys. Po prostu.
-Dla tego tak na nią krzyczałeś?
-To skomplikowana sprawa, naprawdę nie ma o czym mówić.
-Hej pysiulki! Jedziemy!- zawołał Jared, a Chorwat raptownie spojrzał w stronę wyjścia, wszyscy już byli gotowi, więc brunet powoli wstał i pomógł zrobić to samo dziewczynie, przy wyjściu raz jeszcze tylko spojrzeli na hotel.
-To takie śmieszne, jak szybko wszystko mija.-odezwała się Sonia trzymając Milicevica za rękę
-Wszystko jest takie… ulotne. Ledwo tu byliśmy już jedziemy. Nie wiadomo czy kiedykolwiek wrócimy.- dopowiedział mężczyzna, objął ją ramieniem i ruszyli razem do busa. Kolejny kraj zostawili za sobą. Teraz czas na następny. Polska. Wszyscy zajęli swoje miejsce, Olita spała na ostatnim siedzeniu, więc każdy zostawił go w spokoju, jako, że i Sonia nie mogła tam siedzieć, usiadła obok Tomo. Kierowca odpalił silnik i ruszyli raz na zawsze zostawiając ten rozdział za sobą, czas na kolejny. Dziewczyna położyła się na klatce piersiowej Chorwata i po kilku chwilach zasnęła.
-Sonia, Soonia.- szeptał głęboki, męski głos, a silne dłonie delikatnie głaskały jej ramię. Dziewczyna powoli wybudziła się ze snu i otworzyła nieprzytomne oczy. Tomo patrzył na nią wielkimi, pełnymi ciepła oczami. –Witam wśród żywych.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz