środa, 22 października 2014

R.V "Convergence"

Tak tak długo mnie nie było, ale nikt nie czyta więc po co? To specjalnie dla Alicji <3 Proszę :)
__________


Ulice Polski były całkiem inne niż w pozostałych krajach, bloki były kolorowe, na wielkim dziedzińcu było mnóstwo barów i restauracji, co chwila mijali bryczkę zaprzęgniętą w dwa bądź cztery konie, ludzi pomimo późnej pory było naprawdę dużo, grupa wyszła zza jednego z budynków i ujrzała najpiękniejszy jak dotąd widok. Przed nimi stał wielki zamek, piękniejszy niż wszystkie inne, wznosił się dumnie do góry, w świetle reflektorów i księżyca, niczym król w świetle swych zasług i wygranych bitew.

-Holy shit.- powiedział w końcu Jared -Emma do kiedy tutaj zostajemy?

-3 dni. -odpowiedziała kobieta równie zachwycona pięknem budowli

-Jutro idziemy zwiedzać!- zawołał radośnie Tomo, który jako jedyny oderwał wzrok od pięknego Wawelu i pobiegł szybko do piekarni obok.

-Jezu Chryste, czy on kiedykolwiek sobie to odpuści?- odezwał się Shannon patrząc na Chorwata, który właśnie wyszedł z piekarni z trzema kartonowymi pudełkami wielkości dużego laptopa i 5 mniejszymi.

-Wow, szybki jest.- zauważyła Sonia i ruszyła do przyjaciela pomóc mu nieść zakupy. - Co kupiłeś?- zapytała próbując otworzyc pudełko, ale Tomo stanowczo zabronił jej szybkim ruchem dłoni.

-Dowiecie się na miejscu, zobaczymy czy mnie pobiją! Buahahahhahahaha!- zawołał i wesoło pobiegł do przodu. Grupa poszła dalej, na szczęście nikt nie zwracał na nich uwagi, co trochę ich zdziwiło, ich hotel był niedaleko Zamku więc mogli z bliska go podziwiać, ale Jared i tak już zaplanował jutrzejszy rozkład dnia. W recepcji już czekał na nich Tomo zajadając się pączkiem.

- Jesteście wreszcie, ale się człapiecie!- zawołał wesoło, ugryzł kolejny kawałek pączka i zrobił minę jakby jadł najpyszniejszą rzecz na świecie.- O tak! To jest to...

Emma podeszłą do recepcjonistki i zapytała o rezerwację, Sonia wiedziała, że musi teraz z nią pogadać.

-Emma, mogę cię prosić na chwilę?- zapytała, a kobieta spytała na nią zainteresowana i przeprosiła kobietę za ladą.

-O co chodzi?

- Czy... mogłabyś.... Przepraszam, że tak późno... Ale... Mogłabyś rozdzielić mój i Braxtona pokój? Na dwa pojedyńcze?

-Słucham? Jesteś tego pewna?

-Tak, naprawdę. Proszę.

-No postaram się, ale... napewno?

-Czy gdybym nie była pewna, zabierałabym ci twój cenny czas?

-Mhm... No dobrze. Tylko następnym razem informuj mnie wcześniej.

-Przepraszam, ale to wyszło...

-Na spontanie?

-Dokładnie.

-Rozumiem, zobaczę co da się zrobić. - powiedziała serdecznie i wróciła do kobiety, zaczęły dyskutować zapewne o jej pokoju, aż w końcu Emma dostała klucze do pokoi i jeden oddzielnie chwilę później. Podeszłą do grupy i jak wychowawczyni w szkole zaczęła wymieniać imiona osób i dawała im klucze do pokoi, na końcu oczywiście była Sonia. Podeszła do niej i wręczyła jej klucz do ręki - Niestety nie dało się obok. Nie przeszkadza ci piętro niżej?

-Nie, spokojnie. Będę miała jeszcze większy spokój. -uśmiechnęła się dziewczyna- Dziękuje

-Nie ma za co. Na przyszłe koncerty też?

-Tak, na najbliższy miesiąc na pewno.

-Aż tak źle?

-Skomplikowana sprawa.- powiedziała i ruszyła do swojego pokoju.

Pokój był całkiem inny niż ten we Francji, tutaj wszystko było... dostojniejsze. Wszystkie meble i akcesoria, ściany, podłoga, sufit, wszystko było dobrane jak do królewskiego zamku, jak w średniowieczu. Dziewczyna od razu poczuła się jak w bajce, położyła torebkę podręczną na fotelu pod oknem i wyjęła z niej telefon. Zmieniła strefę czasową, ale na szczęście różniły się tylko godziną, była 21:48. Przydałoby się umyć.- pomyślała i w tej samej chwili ktoś zapukał do jej pokoju. Dziewcyzna otworzyła drzwi, mężczyzna uśmiechnął się serdecznie i wskazał na dwie walizki u jego nóg.

-Pani bagaże.

-A tak dziękuje.- wzięła walizki i zamknęła drzwi, nie lubiła rozmawiać z obcymi, była czasem wręcz... chamska. Otworzyła jedną walizkę, wyjęła kosmetyki i poszła do łazienki. Ciepły strumień wody popłynął po jej gołym ciele, to był najlepszy lek na wszystkie zmarwtienia, Sonia powoli, dokładnie namydliła ciało, nałożyła szampon na włosy i delikatnie wymacowała cebulki. Czego chcieć więcej.- pomyślała i spłukała pianę. Aż żal jej było wychodzić z kabiny, gdy tylko otworzyła drzwi, zimne powietrze odrzuciło ją wręcz do tyłu. Sięgnęła szybko po ręcznik i zamknęła kabinę. Wytarła skórę, nałożyła ręcznik na głowę i sięgnęła po szraflok.

-Tak lepiej.- powiedziała sama do siebie i poszła do sypialni. Nie dane jej jednak było się ubrać, bo ponownie ktoś zapukał do jej drzwi. Dziewczyna otworzyła zamek i uchyliła lekko drzwi, przed nimi stał oparty o ścianę Shannon.

-Wpuścisz mnie?

-Jasne.- otworzyła szerzej drzwi, przyjaciel wszedł do środka i spojrzał na nią wymownie. Dopiero wtedy dziewczyna sobie uświadomiła, że nadal jest w szrafloku.

-Kurcze!- zawołała-Daj mi chwilę!- pobiegła szybko do sypialni i narzuciła na siebie czarny, gruby dres. Wróciła do przyjaciela, który właśnie siedział na fotelu, a na stoliku obok leżał zeszyt, którego wcześniej nie widziała.

-Mam sprawę.- odezwał się do niej patrząc za okno.

-Jaką?

-Gdzie masz swoje graty?- zapytał ponownie patrząc na nią z nadzieją w oczach.

-Sekunda.- powiedziała i poszła do walizki otworzonej na oścież pod ścianą, wyrzuciła wszystkie ubrania i wyjęła czarny pokrowiec, podeszła do starszego Leto, położyła je na stole i otworzyła, lśniące, biało czarne cymbałki. - A po co ci one?

Leto sięgnął po zeszyt i otworzył na ostatniej zapisanej stronie.

-Zobacz.- podał dziewczynie kartkę całą w nutach, dziewczyna po cichu odczytała melodie.

-Świetne, kiedy to napisałeś.- powiedziała w końcu patrząc na niego zachwycona

-Godzinę temu.

-Co cie naszło? Taki dzikus i takie coś napisać? To jest dobre na kołysankę.

-Właśnie oglądałem jakąś polską kołysankę.- zaśmiał się i podrapał po głowie.- Zagrałabyś to ze mną?

-Jasne tylko daj mi chwilę.- wyjęła dwa komplety pałeczek z bocznej kieszeni i zaczęła partiami grać zapisaną melodię. -Okej gotowa.- powiedziała po kilkunastu minutach ćwiczeń. Podała drugi komplet przyjacielowi, który usiadł obok niej.

-Wejdź od 8 taktu.

-Okej.- I zaczęli grać, Shannon powoli zaczął wczuwać się w melodię, dziewczyna również, ale czegoś jej brakowało.

-Nie tutaj musisz bardziej stonować, spróbuj ton niżej.

-Jasne.- dziewczyna uwielbiała jak ją pouczał, widziała w nim wtedy jak bardzo zależy mu by wszystko brzmiało idealnie, siedzieli tak i grali do późnej nocy, aż w końcu, po dziesiątkach poprawek Shannon zapisał idealną melodię, każda nuta była na swoim miejscu, odpowiedniej wysokości i w tempie. Widział, że Sonia już wymiękła, więc pożegnał ją tylko pocałunkiem w policzek i obiecał, że wynagrodzi jej to jeszcze tego samego dnia i wyszedł. Dziewczyna spojrzała na zegarek, 4:47. Załamana rzuciła blackberry na fotel obok i poszła do sypialni. Nie dbała o nic, rzuciła się na łóżko i poszła spać.

1 komentarz:

  1. Wypraszam sobie, jak to nikt nie czyta?! :D podoba mi się Twoje opowiadanie, czekam na dalej (a Convergence, jeśli o nim mowa, uwielbiam <3)

    OdpowiedzUsuń