__________
Ulice Polski
były całkiem inne niż w pozostałych krajach, bloki były kolorowe, na wielkim
dziedzińcu było mnóstwo barów i restauracji, co chwila mijali bryczkę
zaprzęgniętą w dwa bądź cztery konie, ludzi pomimo późnej pory było naprawdę
dużo, grupa wyszła zza jednego z budynków i ujrzała najpiękniejszy jak dotąd
widok. Przed nimi stał wielki zamek, piękniejszy niż wszystkie inne, wznosił
się dumnie do góry, w świetle reflektorów i księżyca, niczym król w świetle swych
zasług i wygranych bitew.
-Holy shit.-
powiedział w końcu Jared -Emma do kiedy tutaj zostajemy?
-3 dni.
-odpowiedziała kobieta równie zachwycona pięknem budowli
-Jutro
idziemy zwiedzać!- zawołał radośnie Tomo, który jako jedyny oderwał wzrok od
pięknego Wawelu i pobiegł szybko do piekarni obok.
-Jezu
Chryste, czy on kiedykolwiek sobie to odpuści?- odezwał się Shannon patrząc na
Chorwata, który właśnie wyszedł z piekarni z trzema kartonowymi pudełkami
wielkości dużego laptopa i 5 mniejszymi.
-Wow, szybki
jest.- zauważyła Sonia i ruszyła do przyjaciela pomóc mu nieść zakupy. - Co
kupiłeś?- zapytała próbując otworzyc pudełko, ale Tomo stanowczo zabronił jej
szybkim ruchem dłoni.
-Dowiecie
się na miejscu, zobaczymy czy mnie pobiją! Buahahahhahahaha!- zawołał i wesoło
pobiegł do przodu. Grupa poszła dalej, na szczęście nikt nie zwracał na nich
uwagi, co trochę ich zdziwiło, ich hotel był niedaleko Zamku więc mogli z
bliska go podziwiać, ale Jared i tak już zaplanował jutrzejszy rozkład dnia. W
recepcji już czekał na nich Tomo zajadając się pączkiem.
- Jesteście
wreszcie, ale się człapiecie!- zawołał wesoło, ugryzł kolejny kawałek pączka i
zrobił minę jakby jadł najpyszniejszą rzecz na świecie.- O tak! To jest to...
Emma
podeszłą do recepcjonistki i zapytała o rezerwację, Sonia wiedziała, że musi
teraz z nią pogadać.
-Emma, mogę
cię prosić na chwilę?- zapytała, a kobieta spytała na nią zainteresowana i
przeprosiła kobietę za ladą.
-O co
chodzi?
- Czy...
mogłabyś.... Przepraszam, że tak późno... Ale... Mogłabyś rozdzielić mój i
Braxtona pokój? Na dwa pojedyńcze?
-Słucham?
Jesteś tego pewna?
-Tak,
naprawdę. Proszę.
-No postaram
się, ale... napewno?
-Czy gdybym
nie była pewna, zabierałabym ci twój cenny czas?
-Mhm... No
dobrze. Tylko następnym razem informuj mnie wcześniej.
-Przepraszam,
ale to wyszło...
-Na
spontanie?
-Dokładnie.
-Rozumiem,
zobaczę co da się zrobić. - powiedziała serdecznie i wróciła do kobiety,
zaczęły dyskutować zapewne o jej pokoju, aż w końcu Emma dostała klucze do
pokoi i jeden oddzielnie chwilę później. Podeszłą do grupy i jak wychowawczyni
w szkole zaczęła wymieniać imiona osób i dawała im klucze do pokoi, na końcu
oczywiście była Sonia. Podeszła do niej i wręczyła jej klucz do ręki - Niestety
nie dało się obok. Nie przeszkadza ci piętro niżej?
-Nie,
spokojnie. Będę miała jeszcze większy spokój. -uśmiechnęła się dziewczyna-
Dziękuje
-Nie ma za
co. Na przyszłe koncerty też?
-Tak, na
najbliższy miesiąc na pewno.
-Aż tak źle?
-Skomplikowana
sprawa.- powiedziała i ruszyła do swojego pokoju.
Pokój był
całkiem inny niż ten we Francji, tutaj wszystko było... dostojniejsze.
Wszystkie meble i akcesoria, ściany, podłoga, sufit, wszystko było dobrane jak
do królewskiego zamku, jak w średniowieczu. Dziewczyna od razu poczuła się jak
w bajce, położyła torebkę podręczną na fotelu pod oknem i wyjęła z niej
telefon. Zmieniła strefę czasową, ale na szczęście różniły się tylko godziną,
była 21:48. Przydałoby się umyć.- pomyślała i w tej samej chwili ktoś zapukał
do jej pokoju. Dziewcyzna otworzyła drzwi, mężczyzna uśmiechnął się serdecznie
i wskazał na dwie walizki u jego nóg.
-Pani
bagaże.
-A tak
dziękuje.- wzięła walizki i zamknęła drzwi, nie lubiła rozmawiać z obcymi, była
czasem wręcz... chamska. Otworzyła jedną walizkę, wyjęła kosmetyki i poszła do
łazienki. Ciepły strumień wody popłynął po jej gołym ciele, to był najlepszy
lek na wszystkie zmarwtienia, Sonia powoli, dokładnie namydliła ciało, nałożyła
szampon na włosy i delikatnie wymacowała cebulki. Czego chcieć więcej.-
pomyślała i spłukała pianę. Aż żal jej było wychodzić z kabiny, gdy tylko
otworzyła drzwi, zimne powietrze odrzuciło ją wręcz do tyłu. Sięgnęła szybko po
ręcznik i zamknęła kabinę. Wytarła skórę, nałożyła ręcznik na głowę i sięgnęła
po szraflok.
-Tak
lepiej.- powiedziała sama do siebie i poszła do sypialni. Nie dane jej jednak
było się ubrać, bo ponownie ktoś zapukał do jej drzwi. Dziewczyna otworzyła
zamek i uchyliła lekko drzwi, przed nimi stał oparty o ścianę Shannon.
-Wpuścisz
mnie?
-Jasne.-
otworzyła szerzej drzwi, przyjaciel wszedł do środka i spojrzał na nią
wymownie. Dopiero wtedy dziewczyna sobie uświadomiła, że nadal jest w
szrafloku.
-Kurcze!-
zawołała-Daj mi chwilę!- pobiegła szybko do sypialni i narzuciła na siebie
czarny, gruby dres. Wróciła do przyjaciela, który właśnie siedział na fotelu, a
na stoliku obok leżał zeszyt, którego wcześniej nie widziała.
-Mam
sprawę.- odezwał się do niej patrząc za okno.
-Jaką?
-Gdzie masz
swoje graty?- zapytał ponownie patrząc na nią z nadzieją w oczach.
-Sekunda.-
powiedziała i poszła do walizki otworzonej na oścież pod ścianą, wyrzuciła
wszystkie ubrania i wyjęła czarny pokrowiec, podeszła do starszego Leto,
położyła je na stole i otworzyła, lśniące, biało czarne cymbałki. - A po co ci
one?
Leto sięgnął
po zeszyt i otworzył na ostatniej zapisanej stronie.
-Zobacz.-
podał dziewczynie kartkę całą w nutach, dziewczyna po cichu odczytała melodie.
-Świetne,
kiedy to napisałeś.- powiedziała w końcu patrząc na niego zachwycona
-Godzinę
temu.
-Co cie
naszło? Taki dzikus i takie coś napisać? To jest dobre na kołysankę.
-Właśnie
oglądałem jakąś polską kołysankę.- zaśmiał się i podrapał po głowie.-
Zagrałabyś to ze mną?
-Jasne tylko
daj mi chwilę.- wyjęła dwa komplety pałeczek z bocznej kieszeni i zaczęła
partiami grać zapisaną melodię. -Okej gotowa.- powiedziała po kilkunastu
minutach ćwiczeń. Podała drugi komplet przyjacielowi, który usiadł obok niej.
-Wejdź od 8
taktu.
-Okej.- I
zaczęli grać, Shannon powoli zaczął wczuwać się w melodię, dziewczyna również,
ale czegoś jej brakowało.
-Nie tutaj
musisz bardziej stonować, spróbuj ton niżej.
-Jasne.-
dziewczyna uwielbiała jak ją pouczał, widziała w nim wtedy jak bardzo zależy mu
by wszystko brzmiało idealnie, siedzieli tak i grali do późnej nocy, aż w
końcu, po dziesiątkach poprawek Shannon zapisał idealną melodię, każda nuta
była na swoim miejscu, odpowiedniej wysokości i w tempie. Widział, że Sonia już
wymiękła, więc pożegnał ją tylko pocałunkiem w policzek i obiecał, że
wynagrodzi jej to jeszcze tego samego dnia i wyszedł. Dziewczyna spojrzała na
zegarek, 4:47. Załamana rzuciła blackberry na fotel obok i poszła do sypialni.
Nie dbała o nic, rzuciła się na łóżko i poszła spać.
Wypraszam sobie, jak to nikt nie czyta?! :D podoba mi się Twoje opowiadanie, czekam na dalej (a Convergence, jeśli o nim mowa, uwielbiam <3)
OdpowiedzUsuń