niedziela, 2 listopada 2014

R.VI "Tajemnice"




 No to proszę kolejny rozdział :) Cieszę się, że jednak ktoś to czyta :)Mam nadzieję, że wybaczycie mi to moje dodawanie rozdziałów raz na tydzień, ale... no cóż. Brak czasu :c Czekam na więcej komentarzy! Może macie jakieś uwagi co do bohaterów, fabuły itp. :)
__________________________________________________________________________

-Sonia! Sonia cholera!- zachrypnięty głos mężczyzny roznosił się po całym piętrze, ale nie zdołał obudzić dziewczyny, więc do gry wkroczyły jego pięści. Mężczyzna zaczął uderzać nimi z całej siły w drzwi i krzyczeć na przemian.- Sonia! Sonia obudź się kurwa!
            Dziewczyna powoli otworzyła oczy i przeciągnęła się na... ziemi? Rozejrzała się dookoła, faktycznie leżała na podłodze obok łóżka, zdezorientowana ruszyła do drzwi i otworzyła je w tej samej sekundzie gdy Shannon brał zamach by uderzyć w nie. Drzwi otworzyły się tak niespodziewanie, że nie zdążył zmienić planów i z siłą zamachu wpadł do środka.
-Nie były zamknięte lamusie.- odezwała się Sonia i spojrzała na leżącego twarzą do ziemi  Shannona z chytrym uśmiechem.- Wygodnie?
-Pierdol się.- bąknął pod nosem i powoli wstał z ziemi.-Nie mogłaś powiedzieć?
-Wiesz... Ym... Jest taka czynność kiedy nie kontaktujesz. Jest to spanie.
-No oczywiście, ale jest 12! - zawołał podniesionym głosem i wyrzucił ręce nad głowę- Przegapiłaś śniadanie!
-Co?!- zawołała i rzuciła się po telefon, faktycznie była 12:17, a śniadanie było o 11:00. Załamana rzuciła się na łóżko, a jej brzuch jak na złość, głośnym burczeniem upomniał się o posiłek dla niego. -Oj zamknij się.-bąknęła do niego wściekła i zakryła go poduszką.
-Co?? Głodna?- spytał z chytrym uśmieszkiem i położył się obok niej.- A wiesz jakie pyszne było? Mmm... Takich naleśników to ja dawno nie jadłem! Były nawet twoje ulubione! Z serem i miodem.
-Shannonie Leto prosisz się o manto!- warknęła na niego i odwróciła się plecami do perkusisty.
-Tylko spróbuj.- odezwał się chłodno.
-Tak?- odwróciła się w jednej chwili i patrzyła na niego wielkimi oczami
-Tak.
-Dobra!- zawołała i zaczęła go łaskotać. Wiedziała, że nie reaguje na brzuch ani czułe miejsca na kolanie, on reagował gdzie indziej. Usiadła okrakiem na jego brzuchu i zaczęła łaskotać go na karku i pod brodą. Jego ręce były pod jej ciałem więc nie mógł się bronić, zaczął się jednak rzucać na wszystkie strony z nadzieją, że lekka zdiewczyna nie wytrzyma i spadnie z niego. Miał rację.
-Ha!- zawołał gdy Sonia upadła obok niego wprost na plecy.-Moja kolej!- zawołał i zrobił dokładnie to samo, tylko jego ciężar oparł na swoich nogach by nie złamać jej malutkich żeber. Jego ręce już zaczęła wędrować po jej brzuchu i łaskotać, jedna na brzuchu druga powędrowała na szyję, dziewczyna jak opętana zaczęła machać nogami i całym ciałem kołysała się jak łódź podczas sztormu. -Zemsta jest słodka.- zawołał, ale w tej samej chwili usłyszeli dzwonek jej telefonu. Leżał obok więc Shannon spojrzał na ekran.- O o. Emma.
-Daj mi ją!- mężczyzna uwolnił jej ręce i oddał telefon.- Tak?
Z telefonu dobiegł wściekły głos asystentki Jareda
-Gdzie wy jesteście!?
-Y... Już.. Już idziemy! Winda się spóźnia.- zaczęła się niepewnie tłumaczyć i dała znak Shannonowi by podał jej jakieś czyste ubrania. Dla mężczyzny była to idealna chwila by wreszcie sam mógł przejrzeć jej walizkę, o czym marzył od dawna. Zaczął grzebać warstwami w ubraniach aż doszedł do ulubionej części garderoby. Bielizna. Wyjmował po kolei wszystkie majtki i staniki jakie zobaczył. Miała ich do wyboru do koloru na każdy dzień roku.  Od tradycyjnych staników białych i czarnych bez zbędnych dodatków, po czerwone z koronką, które ewidentnie zakrywają minimalną część piersi, majtek miała już mniej. Kilka zwykłych kolorowych, kilka koronkowych i stringi, jedne. Gdy dziewczyna rozłączyła się i zobaczyła co robi perkusista rzuciła się na niego naprawdę wściekła.
-Co ty wyprawiasz?!- zawołała i wyrwała z jego rąk wszystko co zdołała i wrzuciła do walizki.
-Jak to co? Braxton tyle razy mówił o twojej bieliźnie, aż żal było nie skorzystać. Ej załóż na chwilę ten czerwony zestaw.- uśmiechnął sie znacząco, a dziewczyna uderzyła go tylko stanikiem w twarz.- EJ ! Tylko nie twarz! Na co ja będę laski wyrywał?
-Uwierz. Na wszystko byle nie na to co nazywasz twarzą...- bąknęła po cichu, ale Shannon ją usłyszał i dał jej kuksańca w ramię. Dziewczyna nie zwracając na to uwagi zaczęła szukać idealnych ubrań na dzisiejszą pogodę. Zdecydowała się na czarne rurki i biały top, a na niego czarny sweterek. Skromnie, ale ładnie. Biorąc bieliznę odwróciła się plecami do perkusisty i potajemnie wybrała biały stanik i czarne figi. - Przykro mi. Na ten widok może patrzeć tylko Oli.- odezwała się dumnie i poszła do łazienki. Umyła się na tyle ile moga w tak krótkim czasie i w ekspresowym tempie ubrała. Shannon gdy wyszła z łazienki siedział dalej przy jej walizce, w ręku trzymał nieznany jej płaski przedmiot, dopiero gdy podeszłą bliżej zauważyła, że to jej rodzinne zdjęcie.
-Nie mówiłaś nigdy, że masz brata.- odezwał się jakby sam wyczuł, że dziewczyna przygląda mu się z przerażeniem.
-Nigdy nie pytałeś.- odpowiedziała smutno i wyciągnęła do niego rękę.- Oddaj proszę.
-Czemu nic o nich nie mówiłaś?- mężczyzna nie zwracał uwagi na jej prośbę.- Nigdy nawet nie pokazałaś nam tego zdjęcia.
-Po co? Nie chce tego rozpamiętywać.
-Sonia...
-Shannon skończ. Nie chce i już. Dla mnie to temat skończony.- wyrwała mu zdjęcie i włożyła do szafki przy łóżku. -Idziesz?
-Ta... Jasne. - wstał powoli i spojrzał na nią z ukosa.- Kiedyś i tak się otworzysz.
-Niedoczekanie twoje.- powiedziała i wyszła za drzwi, a Leto zaraz za nią. Zamknęła drzwi na klucz i razem ruszyli do reszty grupy, która od 20 minut czeka na nich pod hotelem.
-No nareszcie.-zawołał Tomo gdy ich zobaczył. Każdy odetchnął z ulgą i wszyscy razem ruszyli w stronę miasta. Takie dni Sonia lubiła najbardziej. Spokój, zero zamieszania z koncertami, wszyscy razem ruszali spod hotelu, by potem indywidualnie, bądź parami zwiedzać miasta. To najpiękniejsze co może być podczas trasy koncertowej zespołu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz