No to proszę kolejny rozdział :) Cieszę się, że jednak ktoś to czyta :)Mam nadzieję, że wybaczycie mi to moje dodawanie rozdziałów raz na tydzień, ale... no cóż. Brak czasu :c Czekam na więcej komentarzy! Może macie jakieś uwagi co do bohaterów, fabuły itp. :)
__________________________________________________________________________
__________________________________________________________________________
-Sonia!
Sonia cholera!- zachrypnięty głos mężczyzny roznosił się po całym piętrze, ale
nie zdołał obudzić dziewczyny, więc do gry wkroczyły jego pięści. Mężczyzna
zaczął uderzać nimi z całej siły w drzwi i krzyczeć na przemian.- Sonia! Sonia
obudź się kurwa!
Dziewczyna powoli otworzyła oczy i
przeciągnęła się na... ziemi? Rozejrzała się dookoła, faktycznie leżała na
podłodze obok łóżka, zdezorientowana ruszyła do drzwi i otworzyła je w tej
samej sekundzie gdy Shannon brał zamach by uderzyć w nie. Drzwi otworzyły się
tak niespodziewanie, że nie zdążył zmienić planów i z siłą zamachu wpadł do
środka.
-Nie były
zamknięte lamusie.- odezwała się Sonia i spojrzała na leżącego twarzą do
ziemi Shannona z chytrym uśmiechem.-
Wygodnie?
-Pierdol
się.- bąknął pod nosem i powoli wstał z ziemi.-Nie mogłaś powiedzieć?
-Wiesz...
Ym... Jest taka czynność kiedy nie kontaktujesz. Jest to spanie.
-No oczywiście,
ale jest 12! - zawołał podniesionym głosem i wyrzucił ręce nad głowę-
Przegapiłaś śniadanie!
-Co?!-
zawołała i rzuciła się po telefon, faktycznie była 12:17, a śniadanie było o
11:00. Załamana rzuciła się na łóżko, a jej brzuch jak na złość, głośnym
burczeniem upomniał się o posiłek dla niego. -Oj zamknij się.-bąknęła do niego
wściekła i zakryła go poduszką.
-Co??
Głodna?- spytał z chytrym uśmieszkiem i położył się obok niej.- A wiesz jakie
pyszne było? Mmm... Takich naleśników to ja dawno nie jadłem! Były nawet twoje
ulubione! Z serem i miodem.
-Shannonie
Leto prosisz się o manto!- warknęła na niego i odwróciła się plecami do
perkusisty.
-Tylko
spróbuj.- odezwał się chłodno.
-Tak?-
odwróciła się w jednej chwili i patrzyła na niego wielkimi oczami
-Tak.
-Dobra!-
zawołała i zaczęła go łaskotać. Wiedziała, że nie reaguje na brzuch ani czułe
miejsca na kolanie, on reagował gdzie indziej. Usiadła okrakiem na jego brzuchu
i zaczęła łaskotać go na karku i pod brodą. Jego ręce były pod jej ciałem więc
nie mógł się bronić, zaczął się jednak rzucać na wszystkie strony z nadzieją,
że lekka zdiewczyna nie wytrzyma i spadnie z niego. Miał rację.
-Ha!-
zawołał gdy Sonia upadła obok niego wprost na plecy.-Moja kolej!- zawołał i
zrobił dokładnie to samo, tylko jego ciężar oparł na swoich nogach by nie
złamać jej malutkich żeber. Jego ręce już zaczęła wędrować po jej brzuchu i
łaskotać, jedna na brzuchu druga powędrowała na szyję, dziewczyna jak opętana
zaczęła machać nogami i całym ciałem kołysała się jak łódź podczas sztormu.
-Zemsta jest słodka.- zawołał, ale w tej samej chwili usłyszeli dzwonek jej
telefonu. Leżał obok więc Shannon spojrzał na ekran.- O o. Emma.
-Daj mi ją!-
mężczyzna uwolnił jej ręce i oddał telefon.- Tak?
Z telefonu
dobiegł wściekły głos asystentki Jareda
-Gdzie wy
jesteście!?
-Y... Już..
Już idziemy! Winda się spóźnia.- zaczęła się niepewnie tłumaczyć i dała znak
Shannonowi by podał jej jakieś czyste ubrania. Dla mężczyzny była to idealna
chwila by wreszcie sam mógł przejrzeć jej walizkę, o czym marzył od dawna.
Zaczął grzebać warstwami w ubraniach aż doszedł do ulubionej części garderoby.
Bielizna. Wyjmował po kolei wszystkie majtki i staniki jakie zobaczył. Miała
ich do wyboru do koloru na każdy dzień roku. Od tradycyjnych staników białych i czarnych
bez zbędnych dodatków, po czerwone z koronką, które ewidentnie zakrywają
minimalną część piersi, majtek miała już mniej. Kilka zwykłych kolorowych,
kilka koronkowych i stringi, jedne. Gdy dziewczyna rozłączyła się i zobaczyła
co robi perkusista rzuciła się na niego naprawdę wściekła.
-Co ty
wyprawiasz?!- zawołała i wyrwała z jego rąk wszystko co zdołała i wrzuciła do
walizki.
-Jak to co?
Braxton tyle razy mówił o twojej bieliźnie, aż żal było nie skorzystać. Ej
załóż na chwilę ten czerwony zestaw.- uśmiechnął sie znacząco, a dziewczyna
uderzyła go tylko stanikiem w twarz.- EJ ! Tylko nie twarz! Na co ja będę laski
wyrywał?
-Uwierz. Na
wszystko byle nie na to co nazywasz twarzą...- bąknęła po cichu, ale Shannon ją
usłyszał i dał jej kuksańca w ramię. Dziewczyna nie zwracając na to uwagi
zaczęła szukać idealnych ubrań na dzisiejszą pogodę. Zdecydowała się na czarne
rurki i biały top, a na niego czarny sweterek. Skromnie, ale ładnie. Biorąc
bieliznę odwróciła się plecami do perkusisty i potajemnie wybrała biały stanik
i czarne figi. - Przykro mi. Na ten widok może patrzeć tylko Oli.- odezwała się
dumnie i poszła do łazienki. Umyła się na tyle ile moga w tak krótkim czasie i
w ekspresowym tempie ubrała. Shannon gdy wyszła z łazienki siedział dalej przy jej
walizce, w ręku trzymał nieznany jej płaski przedmiot, dopiero gdy podeszłą
bliżej zauważyła, że to jej rodzinne zdjęcie.
-Nie mówiłaś
nigdy, że masz brata.- odezwał się jakby sam wyczuł, że dziewczyna przygląda mu
się z przerażeniem.
-Nigdy nie
pytałeś.- odpowiedziała smutno i wyciągnęła do niego rękę.- Oddaj proszę.
-Czemu nic o
nich nie mówiłaś?- mężczyzna nie zwracał uwagi na jej prośbę.- Nigdy nawet nie
pokazałaś nam tego zdjęcia.
-Po co? Nie
chce tego rozpamiętywać.
-Sonia...
-Shannon
skończ. Nie chce i już. Dla mnie to temat skończony.- wyrwała mu zdjęcie i
włożyła do szafki przy łóżku. -Idziesz?
-Ta...
Jasne. - wstał powoli i spojrzał na nią z ukosa.- Kiedyś i tak się otworzysz.
-Niedoczekanie
twoje.- powiedziała i wyszła za drzwi, a Leto zaraz za nią. Zamknęła drzwi na
klucz i razem ruszyli do reszty grupy, która od 20 minut czeka na nich pod
hotelem.
-No
nareszcie.-zawołał Tomo gdy ich zobaczył. Każdy odetchnął z ulgą i wszyscy
razem ruszyli w stronę miasta. Takie dni Sonia lubiła najbardziej. Spokój, zero
zamieszania z koncertami, wszyscy razem ruszali spod hotelu, by potem
indywidualnie, bądź parami zwiedzać miasta. To najpiękniejsze co może być
podczas trasy koncertowej zespołu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz