Proszę o to i kolejny :)
____________________________________
Bez zbędnych rozmów, cała ekipa podzieliła się na grupy i każda
poszła w inną stronę. Braxton z Timem i Babu na lewo, Jared, Emma i Shannon
poszli przed siebie, a Sonia z Tomo w prawo. Południowe słońce wypełniało
kolorowe uliczki Krakowa, tłumy dzieci wesoło biegały od budynku do budynku i
cieszyły się wakacjami. Gdzieniegdzie
było słychać kłótnie dochodzące z bocznych uliczek, ale nie wiedzieli o czym
mowa. Po kilku minutach drogi wyszli na wielki rynek. Stanęli jak wryci, oszołomieni nie tylko
pięknem budynków dookoła, a ludźmi, dziesiątkami, może setkami ludzi. Bryczki,
gołębie, muzykanci, tancerze, zwiedzający, dzieci, starzy, młodzi, dorośli, zagraniczni turyści, Polacy. Mnóstwo osób cieszących się życiem, jedni biegają i
bawią się, drudzy podziwiają piękno kolorowych mieszkań, inni korzystali z
wolnego i pili alkohol w barze zajadając się miejscowymi przysmakami, a jeszcze
inni po prostu spędzali ten piękny dzień dzieląc się miłością z drugą osobą. Widząc
kolejną parę zakochanych, dziewczyna poczuła lekkie zakłopotanie i smutek.
Powinna tutaj być z Braxtonem i Dzielic się z nim tą piękną chwilą, a zamiast
tego jest z Tomo, który pewnie też wolałby aby tutaj była Vicky. Spojrzała na
niego i ich spojrzenia się spotkały. Szatynka uśmiechnęła się pocieszająco i
wyszeptała:
-Nie ja tu powinnam stac, co?- na co Chorwat tylko wziął
głęboki wdech i objął Sonię najczulej jak umiał, tak jak zawsze obejmował
Vicky.
-Ja też nie, ale
musimy się sobą nacieszyć.
-Mi tam się podoba. – odpowiedziała i spojrzeli sobie
ponownie w oczy.- Ty przynajmniej nie trujesz dupy tak jak Braxton, że cie nogi
bolą.
Oboje wybuchnę li śmiechem, ruszyli
dalej w stronę najbliższego baru, ale już nie oddzielnie. Tomo nadal obejmował
ją jednym ramieniem i nie miał zamiaru jej puszczać. Z każdym dniem im są
bliżej siebie, tym bardziej mężczyzna wątpił w swoje uczucia do niej, a tym
bardziej wątpił w swoje uczucia do Vicky…
Bar był
stosunkowo nie duży w porównaniu do innych w jakich byli jeszcze na przykład
wczoraj, ale był zdecydowanie ładniejszy, skromniejszy i spokojniejszy. Zajęli
miejsce pod oknem, na końcu Sali i złapali kartę.
-Holly, Molly! Naleśniki z serem kozim, miodem i czekoladą!
Oh my….
-Boże Tomo zawsze musisz takie słodkie rzeczy na śniadanie
brac?
-Halo… Dla mnie to już deser, śniadanie miałem. A dla ciebie.
To ja już wybrałem. Sałatka grecka i kanapka z serem kozim z grilla i
żurawiną…. I pierogi.
-Co?
-Na śniadanie były, najpyszniejsza rzecz na świecie, jak Boga
kocham!
-Rozumiem…- Chorwat złożył zamówienie i od razu uśmiech znikł
z jego twarzy.- Co?
-Sonia. Widzę, że coś jest na rzeczy. Nie chcesz wejść do
pamiątek, ciągle zwracasz uwagę na cudze związki i nawet nie zwróciłaś uwagi,
że mijaliśmy cukiernię. Co się dzieje.
-Tomo… Ej… Ale żeś mnie ocenił… Nic mi..
-Sonia. Widzę. – dziewczyna przez chwilę się zastanowiła i
zaczęła łyżeczką grzebać w cukierniczce.
-Mhm. – bąknęła pod nosem i zawołała ponownie kelnerkę.- Dwa
razy whisky poproszę.- kelnerka odeszła, a Tomo spojrzał na nią wściekły.
-Co to ma być?
-Jak to co? Trunek.
-Znowu. Po co?
-Tomo, mam problemy i na trzeźwo ci ich nie powiem, bo się
rozbeczę na pierwszym zdaniu. Muszę odstresowac umysł.
-To ma być ostatni raz.- za chwilę dostali po szklance
whisky, dziewczyna wypiła je na raz i spojrzała na Chorwata.
-Mam kryzys w związku. Oli coraz częściej nie śpi, już w
ogóle, jedyne co robi w nocy to pisze. Codziennie budzę się rano, a on siedzi i
pisze, później wychodzi do sklepu i wraca z tymi jebanymi energetykami.
Obiecał, że przestanie, weźmie jakieś leki, ale nic. Potajemnie je pije chociaż
o tym wiem, dalej kłamie. Nie zwracałam na to uwagi, ale znowu jest
nadpobudliwy. Procuję z wami na trzy etaty, robię robotę papierkową, tworze
projekty do sklepu i zajmuję się tym gnojem, ale to już mnie przeraża. Nie wiesz
Tomo jak to jest kłaść się z nim od łóżka, a on później przez sen zaczyna rzuca
się, bo ma koszmary. Nie mam już siły patrzeć jak cierpi, a nawet jak chce go
uspokoić, w amoku potrafi mnie uderzyć.
-Co?
-Zdarzyło mu się, ale to nie on, po prostu byłam na linii
strzału. Teraz im więcej tego świństwa pije tym bardziej rzuca się w nocy i…
Już nie mam na to siły. – pierwsze łzy stanęły w kącikach, ale dziewczyna
szybko je wytarła- Zostawiłam rodzinę, dom, szkołę dla niego, ale nie
spodziewałam się, że tak to będzie wyglądało. No i… Daliśmy sobie chwilę
wolnego i się rozstaliśmy. – Chorwat chwycił jej dłoń pod stołem i uśmiechnął
się pocieszająco. Taki mały gest, a jednak zawsze działał.
-U mnie też kolorowo nie jest…- westchnął Chorwat- Vicky ma
coraz mniejszą cierpliwośc do mnie.
-Jak to?
-Ma problem z pogodzeniem związku i zespołu. Zresztą nie
dziwię jej się, nie mam dla niej czasu, a ona coraz gorzej to znosi.
-Tomo. Jeśli cię kocha to zrozumie.
-A jeśli nie? Jeśli odejdzie?
-Nie odejdzie, jeśli jej uczucie jest prawdziwe, choćbyś nie
wiem jak rzadko z nią był nie odejdzie, no chyba, że cię nie kocha. To
spierdoli do kolejnego.- oboje się zaśmiali.- Ale jestem pewna, że taka nie
jest. Zrozumie, że muzyka to druga rzecz, którą kochasz i pogodzi się z tym. Naprawdę.
-Obyś miała rację.- westchnął i zaczął jeść śniadanie. Tomo
zawołał kelnerkę i zapłacił za jedzenie i ruszyli dalej w miasto. Poszli na
rynek poobserwować życie codzienne Polaków. Chorwat jak zawsze wyciągnął aparat
i fotografował wszystko co widział. Sonia kochała kupować pamiątki, ale on
wolał zdjęcia. Uwielbiał je, czuł, że jest w nich coś więcej niż oaz, jest
życie, uczucie i coś innego. Coś wyjątkowego, czego nie umiał określić. Zawsze
gdy widział jakieś zdjęcie widział w nim coś więcej, coś co sprawiało, że był
tam ponownie razem z nim, widział nie tylko obraz, ale czuł, słyszał cale życie
upamiętnione na nim. To była kolejna rzecz, która łączyła Jareda, Shannona i
jego. Rynek w Krakowie był chyba jednym z najpiękniejszych miejsc jakie
widzieli. Życie ich otaczające było pełne energii, szczęścia, jakby obecni
ludzie żyli we własnym idealnym świecie, jakby nikt nie miał żadnych problemów,
wszyscy się uśmiechali, bawili, całowali ze swoimi partnerami i nie przejmowali
niczym. Sonia w najbliższej piekarni kupiła chleb i zaczęła karmić gołębi,
ptaki jadły jej wręcz z ręki, nie bały się niczego i nikogo, czasem tylko
odfruwały, by zwolnic miejsce kolejnym, a raczej to tamte ich wyganiały. Ten
kadr nie umknął Tomo w żadnym wypadku, zrobił jej kilka zdjęć, może kilkanaście
i ruszyli dalej, czas ich gonił, a do hotelu mieli jakieś 20 minut drogi, plus
20 minut w sklepie pamiątkowym dla Soni.
Pozytywna energia tego miasta udzieliła się i dziewczynie, szła uśmiechnięta od
ucha do ucha, co i raz biegała od miejsca do miejsca zachwycając się tym
pięknym miejscem. Tomo był równie zachwycony, ale widokiem Soni tak
szczęśliwej, dawno jej takiej nie widział. Sonia zawsze była dla niego jak
siostra, ale po głowie chodziła mu uporczywa myśl. Dlaczego nikt nigdy nie widział
jej bólu, dlaczego on go nie widział? Dlaczego nigdy nie zwrócił uwagi na jej
siniaki na ciele? Czemu sama mu tego nie powiedziała? Mówili sobie wszystko, a
to tak długo ukrywała. Czemu? Wiedział, że jest i tak skrytą osobą, ale na
temat Olity zawsze mu wszystko mówiła. Czemu tutaj było inaczej? Jej troska o
Braxtona czasami go przerażała. Gdy już Sonia wybrała idealną pamiątkę ruszyli
pewnym krokiem do hotelu. W pewnym
momencie podbiegły do nich trzy dziewczyny. Każda miała na sobie albo odzież
albo biżuterię z symbolami zespołu. Ewidentnie było widać, ze to Echelon.
Dziewczyny były zachwycone, miały łzy w oczach, czasami język im się plątał z
podniecenia, ale dało się je zrozumieć. Tomo nie przepadał za autografami, ale
dzisiaj był w Polsce, po raz pierwszy i taka sytuacja oznaczała, że nie
przyjechali tutaj tylko dać koncert, który nikogo nie obchodzi, świadczy to o
tym, że mają tutaj fanów, rodzinę. Dziewczyny poprosiły o zdjęcia, autografy i
chwilę porozmawiały i one i Tomo chcieli wykorzystać tę chwilę. Dziewczyny
przecież spełniły swoje marzenia, a Milicevic napawał się tym pięknym uczuciem,
że tutaj ludzie doceniają ich pracę i
podziwiają. Echelon mówiły o setkach ludzi, którzy wiele lat czekali na ten koncert
w Polsce, zaproponowały kolejne miasta do odwiedzenia i inne tematy jak plany na przyszłość i na koncert, ale Tomo
nie lubił zdradzać takich tajemnic więc zostawił ich z krótkim zdaniem „Będzie
zajebiście!”. Sonia cierpliwie stała z boku, była już do tego przyzwyczajona,
po około 10 minutach dziewczyny przytuliły Chorwata i się pożegnały szepcząc
coś do siebie podekscytowane. Sonia podeszła do Tomislava z miną zbitego
pieska.
-A mnie przytulisz?- zapytała pieszczącym się głosem i
zrobiła błagającą minę, a mężczyzna od razu przytulił ją z całej siły, a
dziewczyna udawała, że ją dusi po czym ucałował ją w czoło. Uwielbiał jej niski
wzrost, utwierdzał go w przekonaniu, że jest jego młodszą siostrzyczką.
-Chodź idziemy.- wyszeptał i ruszyli powrotem do hotelu, Tomo
objął dziewczynę w pasie i co jakiś czas dźgał ją w żebra, a ta odruchowo
zwijała się w kłębek i wracała do normalnej postaci. W między czasie rozmawiali
o planach na najbliższe 5 dni wolne w trasie. Razem z Jaredem wpadli na pomysł,
by zebrac najbliższą ekipę i wybrac się nad Lazurowe wybrzeże. Był bardzo
ciekawy zdania Sonia, która wpierw nie była przekonana, ale jego wizja
wspólnych imprez na całego, kąpieli i tych kilku dni wolnych od kompletnych
zasad, przestrzegania zegarka i rozkładu dnia zdecydowanie ją przekonał. Był to
w końcu tak krótki okres, że nie było sensu wracac do Ameryki. Dochodząc do
drzwi hotelu przyjaciele zwrócili uwagę na grupę ludzi na końcu ulicy na wprost
hotelu.
-Ciekawe co się stało. Odezwał się Tomo podejrzliwym głosem.
Sonia w pierwszym momencie uznała, że to nic takiego, może jakiś muzyk czy coś
takiego, ale gdy zobaczyła reporterów robiących zdjęcia i ludzi podających
komuś coś z ręki do ręki, zaczęła kojarzyć kilka faktów i od razu pobladła, a
serce stanęło jej w gardle. Zdenerwowana złapała Chorwata za rękę i spojrzała
mu wystraszona w oczy.
-Olita tam poszedł- wyszeptała załamana, w tej samej
chwili usłyszeli nadjeżdżającą karetkę na sygnale, za chwilę ich minęły i
skręciła w ulicę i pojechała w stronę zamieszania. Wszystko było dla niej
jasne. Oboje w jednej chwili rzucili się pędem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz