środa, 12 listopada 2014

R. VIII "Help me"

Proszę kolejny, następny... no... SOON. Czekam na opinię :)
__________________________________________________


Po kilkudziesięciu metrach przeszli do wolnego tempa. Karetka już się zatrzymała i kilku lekarzy wyskoczyło z niej. Jeden poszedł do krawężnika z apteczką, a drugi na drugą stronę, ale tłum ludzi zasłaniał im widok. Powoli doszli do miejsca, przepchnęli się przez tłum ludzi. Pierwsze co zauważyli to  Shannona z zakrwawioną twarzą, a obok niego sanitariusz już oczyszczający rany. Shannon spojrzał w ich stronę i ze skruchą szybko spuścił wzrok w ziemię, zacisnął pięści i napiął szczękę i to raczej nie z bólu. Tomo poszedł w jego stronę, a Sonia stanęła jak wryta. Po lewo na chodniku siedział Olita, drugi lekarz pomógł mu wstać i zaprowadził do karetki, już miała iść za nimi gdy nad nią ponownie zjawił się Tomo i złapał ją za nadgarstek.
-Poczekaj.- wyszeptał i dziewczyna się zatrzymała, Braxton spojrzał w jej stronę, lecz wzrok miał na wpół zamglony, na wpół dziki. Wiedziała, że jeszcze jest wściekły, ale gdy spojrzał na nią od razu te kurwiki zniknęły i jego oczy znowu były spokojne, wręcz prosiły o litość, o wybaczenie. Ze skroni leciała mu krew, wargę również miał rozciętą, ale bardziej ją przerażała krew z ucha i niewyraźny wyraz twarzy. Szatynka odwróciła wzrok i spojrzała ponownie na Shannona, który właśnie miał zakładany opatrunek na nos. Obejrzała się dookoła i zobaczyła na krawężniku małą kałużę krwi. Jako, że z tej strony zabrano Olitę serce skoczyło jej do gardła. Dziewczyna pobiegła do Shannona, lekarz właśnie go zostawił i poszedł do karetki, więc ta wykorzystała sytuację i złapała go za kołnierzyk koszuli
-Co to kurwa ma być?!
-Sonia! Spokojnie, ej!- wołał zdezorientowany, jedną ręką złapał jej rękę, a drugą złapał się za nos. Tomo szybko objął ją w pasie, oderwał od starszego Leto i przytulił do siebie. Dziewczyna ostatkiem sił powstrzymywała łzy.
-Co to ma być Shannon?- odezwał się Tomo, który głaskał dziewczynę po plecach na uspokojenie.
-Co?
-Nie pytaj się głupio. Coście zrobili?
-My nic?
-Gadaj i mnie nie wkuriwaj.
-No… - mężczyzna błądził wzrokiem po okolicy i nerwowo stukał nogą o ziemię, dziewczyna już wyszła z objęć Tomo i oboje stanęli przed szatynem- Wracałem do hotelu, gdy spotkałem Olitę i jakoś się tak złożyło, że zaczęliśmy o tobie gadać. Tak mnie coś podpuściło… No i go… lekko wkurwiłem.
-Co?!- spytała wściekła i zacisnęła pięści, ciśnienie miała wysokie do granic możliwości, czuła jak serce bije jej jak szalone i zaraz wyskoczy z piersi.- Jak to?
-No… Coś mi się tam wymsknęło… Coś o… twojej bieliźnie?
-Co kurwa?!- warknął Tomo oburzony, teraz i on był ewidentnie wściekły.
-No… Coś mnie podpuściło i… Mu zacząłem dogryzać i… się chłopaczyna zdenerwował, poszarpaliśmy się, dostałem w nos no to mu oddałem, ale… biedak zatoczył się do tyłu, pierdolną w krawężnik i… na chwilkę stracił przytomność…
-Co?!- krzyknęła wściekła szatynka i załamana rzuciła się w objęcia Tomo. Jego ramiona objęły ją w tali, była tak blisko niego, że mogła wdychać przyjemny zapach jego koszuli. Czuła również jego oddech, już umiarkowany, spokojny. Jego pierś unosiła się i opadała tak przyjemnie, że Sonia mogłaby pozazdrościć jego dziewczynie każdej chwili spędzonej w jego objęciach, gdyby nie fakt, że JEJ chłopak siedzi parę metrów dalej w karetce i właśnie jest badany. Złość ogarnęła ją całkowicie, łzy cisnęły jej się do oczu, ale nie mogła ich uwolnić, po raz kolejny pokazałaby, że ważniejsze dla niej jest dobro Olity niż jej własne. Nie mogła sobie na to pozwolić, już za długo na to pozwalała, teraz Braxton musi sam sobie poradzić z jego słabościami. Dziewczyna usłyszała kroki zbliżające się w ich stronę, po chwili Tomo wyszeptał jej imię, Sonia odwróciła się, a nad nią stał lekarz i patrzył na nią wyczekująco.
-Pani chłopak...- zaczął jakąś się mężczyzna, ewidentnie nie znał najlepiej Angielskiego i bije się w myślach co dalej powiedzieć. - Musimy zabrać go do szpitala.
-Słucham?!- krzyczy wściekła, ale w jej głosie przewagę jednak wzięło przerażenie, wstała w jednej sekundzie i już miała się rzucić do Olity, ale rozsądek przypomniał jej o ich rozstaniu. Postanowiła więc stać w miejscu i upewnić się o co chodzi.- Co mu takiego strasznego jest?
-Nie wiemy, ale po takim uderzeniu musimy sprawdzić czy nie ma obrażeń wewnętrznych.- odzywa się drugi lekarz, który o wiele lepiej radzi sobie z obcym językiem. Może po prostu się lepiej uczył, a może wiąże się to z wiekiem i doświadczeniem z nim związanym. Co by to nie było, władał biegle językiem i nie miał najmniejszego problemu z przekazaniem im informacji.
-Rozumiem, gdzie będzie przewieziony?
-Do szpitala... Jeśli pani chce może...
-Nie, nie. My go później odbierzemy. Kiedy będzie już po wszystkim?
-Nie wiemy, skontaktujemy się z panią.
-Dobrze, dziękuje. A z nim- wskazuję na Shannona- wszystko w porządku?
-Na tyle dobrze, że nie musimy robić kolejnych badań, a i pacjent nie wyraził zgody na badania. - dziewczyna spojrzała z wyrzutem na mężczyznę, a ten tylko spuścił wzrok.
-Okej, to prosimy o telefon kiedy będzie można go już odebrać.
-Dobrze dziękuje. - lekarze wrócili do karetki razem Braxtonem, a Sonia została z przyjaciółmi.
- A tobie co jest?- zwróciła się do starszego Leto, który siedział z wzrokiem nadal wbitym w podłogę.
-Praktycznie nic, tylko tyle, że dwa rozcięcia i nos złamany. -wymamrotał i powoli wstał. - Idziemy do hotelu?
-Taaa...- odezwał się Milicevic i również wstał, oboje ruszyli w stronę budynku, a Sonia za nimi. Drogę przebyli w ciszy, nie chcieli rozdrapywać ran. Sonia nie pytała czemu to powiedział, Tomo nie pytał skąd Leto wie o jej bieliźnie, a Shannon... On nigdy nic nie mówił. Na miejscu Tomo poszedł do siebie, Shannon do siebie, a Sonia została w recepcji. Usiadła na fotelu i spojrzał na telefon. Mimo iż udawała obojętność, w myślach bała się o Braxtona i modliła, by jak najszybciej badania się skończyły i były w porządku. Nie ma wiadomości, połączenia, nic. Zrezygnowana ruszyła do windy, ale nie wybrała swojego piętra. Pojechała na wyższe i ruszyła do pokoju Tomo. Niepewnie zapukała do drzwi, a one otworzyły się  o wiele pewniej. W framudze stał Milicevic w samych jeansach. Włosy miał związane w kok, a przy uchu trzymał telefon, w jego oczach było widać zdenerwowanie, ale na widok dziewczyny złagodniały. Wymamrotał coś po Chorwacku i się rozłączył. Odsunął się od drzwi i zaprosił ją do środka, jego pokój był większy nieco od jej, ale wyglądał tak samo, z wyjątkiem salonu, w którym był dwa razy większy telewizor niż jej.
-Coś się stało?- zapytał podchodząc do niej od tyłu i mierzwiąc jej włosy.
-Nic... Po prostu chciałam iść do przyjaciela.- wyszeptała i odwróciła się do niego i przytuliła. Chłopak objął ją mocno w pasie i przyciągnął do siebie. -Tooomo....
-Co się dzieje?
-To jest takie pojebane.... Czy on musi zawsze wszystko komplikować...
-Oj Sonik, Sonik... To już chyba płynie w jego krwi. Musisz wytrzymać… Albo spierdolic do innego.
-Ha ha ha… Not funny. Ja już nie wytrzymam Tomo… Czemu on mi to robi?!
-Sonia. Tutaj to nie jest jego wina. Shanny zawinił, wyjechał  z takim tekstem za co sam bym mu zajebał. Miał prawo na taką reakcję.
-Słucham?!
-Sonia. Musisz zrozumieć, taki tekst z jego strony mógł świadczyć wiele, Oli jest teraz nad pobudzony więc tym bardziej zachował się… Mogę wręcz powiedzieć normalnie. To tak jakbyś ty od Emmy usłyszała, że Oli stosuje świetne kondomy. Co sobie pomyślisz? No właśnie. Taka już nasza natura. Tylko on może znać twoją bieliznę, jasne?
-Ale on ją widział w walizce!
-To nie ma znaczenia, on o tym nie wiedział, Leto sobie nagrabił i tyle, bęzde miał u Oliego przesrane jeszcze długo.
-Jesteście głupi– wyszeptała, w tej samej chwili do pokoju wszedł Shannon
-O siema sta…- zaczął, ale widząc szatynkę w objęciach przyjaciela zaczął się wycofywać- Ups, myślałem, że będziesz sam.
Dziewczyna wyrwała się z objęć Tomo i spojrzała na starszego Leto, szybko ruszyła w jego stronę i zaczęła walic w niego pięściami, mamrocząc coś o tym, że go nienawidzi, ale łzy przeszkadzały jej w wyraźnym mówieniu.
-Ty debilu?! Coś ty zrobił?!- Tomo starał się ją odciągnąc, ale nie zdołał, Shannon wpierw zdezorientowany po chwili, złapał ją za nadgarstki, przytrzymał i przyciągnął do siebie, wpierw się szarpała, ale Shanny nie odpuszczał.
-Przepraszam- wyszeptał i ucałował ją w czoło, dziewczyna jeszcze chwilę się miotała po czym zrezygnowana opadła w jego ramiona, a jej łzy zmoczyły jego koszulę.
-Nienawidzę was.- wyszeptała i to były ostatnie słowa. Po chwili jej oddech się unormował, Shanny ukradkiem na nią spojrzał, lecz ta już spała. Bezsilnośc, smutek i strach sprawił, że odpłynęła w głęboki sen. Leto delikatnie wziął ją na ręcę i na migi kazał Tomo otworzyc drzwi. Zaprowadzili ją do sypialni i położyli na łóżku, Tomo przykrył ją kocem, a Shannon zasłonił rolety. Wyszli z pokoju, a przy samym wyjściu Tomo zatrzymał się i spojrzał wymownie na przyjaciela.
-Jesteś debilem. –warknął
-Słucham?
-Co ci odbiło?!
-Mi? –zastanowił się przez chwilę- Nie wiem… Tak jakoś… mi się palnęło.
-Palnęło kurwa. Wiesz co ona przechodzi?!- wskazał na sypialnię i podszedł do niego bliżej szturchnął go palcem w klatkę piersiową.- Sonia jest i tak zdołowana, a wy jej jeszcze takie numery robicie?!
-Wiem… spierdoliłem sprawę..
-Spierdoliłeś sprawę?! Tylko tyle?!
-Tyle? A co ma jeszcze być?!
-Żebym to ja był na jego miejscu już byś leżał w szpitalu…
-Tak? No chyba nie… Cykał byś się…- zrobił brawurową minę i szturchnął go w ramię
-Tak?- uśmiechnął się i szturchnął przyjaciela- Zobaczymy.
-Oż ty! –zawołał i zaczęli się szturchać i szarpać, co i raz jeden dźgał drugiego w żebra i łapali się za głowy aż wypadli na zewnątrz na Jareda.
-Holy…- zawołał gdy razem z przyjaciółmi leciał na ziemię.- Co jest kurwa?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz