Proszę kolejny, następny... no... SOON. Czekam na opinię :)
__________________________________________________
__________________________________________________
Po kilkudziesięciu metrach przeszli do wolnego tempa. Karetka
już się zatrzymała i kilku lekarzy wyskoczyło z niej. Jeden poszedł do
krawężnika z apteczką, a drugi na drugą stronę, ale tłum ludzi zasłaniał im
widok. Powoli doszli do miejsca, przepchnęli się przez tłum ludzi. Pierwsze co
zauważyli to Shannona z zakrwawioną
twarzą, a obok niego sanitariusz już oczyszczający rany. Shannon spojrzał w ich
stronę i ze skruchą szybko spuścił wzrok w ziemię, zacisnął pięści i napiął
szczękę i to raczej nie z bólu. Tomo poszedł w jego stronę, a Sonia stanęła jak
wryta. Po lewo na chodniku siedział Olita, drugi lekarz pomógł mu wstać i
zaprowadził do karetki, już miała iść za nimi gdy nad nią ponownie zjawił się
Tomo i złapał ją za nadgarstek.
-Poczekaj.- wyszeptał i dziewczyna się zatrzymała, Braxton
spojrzał w jej stronę, lecz wzrok miał na wpół zamglony, na wpół dziki.
Wiedziała, że jeszcze jest wściekły, ale gdy spojrzał na nią od razu te kurwiki
zniknęły i jego oczy znowu były spokojne, wręcz prosiły o litość, o wybaczenie.
Ze skroni leciała mu krew, wargę również miał rozciętą, ale bardziej ją
przerażała krew z ucha i niewyraźny wyraz twarzy. Szatynka odwróciła wzrok i
spojrzała ponownie na Shannona, który właśnie miał zakładany opatrunek na nos.
Obejrzała się dookoła i zobaczyła na krawężniku małą kałużę krwi. Jako, że z
tej strony zabrano Olitę serce skoczyło jej do gardła. Dziewczyna pobiegła do
Shannona, lekarz właśnie go zostawił i poszedł do karetki, więc ta wykorzystała
sytuację i złapała go za kołnierzyk koszuli
-Co to kurwa ma być?!
-Sonia! Spokojnie, ej!- wołał zdezorientowany, jedną ręką
złapał jej rękę, a drugą złapał się za nos. Tomo szybko objął ją w pasie,
oderwał od starszego Leto i przytulił do siebie. Dziewczyna ostatkiem sił
powstrzymywała łzy.
-Co to ma być Shannon?- odezwał się Tomo, który głaskał
dziewczynę po plecach na uspokojenie.
-Co?
-Nie pytaj się głupio. Coście zrobili?
-My nic?
-Gadaj i mnie nie wkuriwaj.
-No… - mężczyzna błądził wzrokiem po okolicy i nerwowo stukał
nogą o ziemię, dziewczyna już wyszła z objęć Tomo i oboje stanęli przed
szatynem- Wracałem do hotelu, gdy spotkałem Olitę i jakoś się tak złożyło, że
zaczęliśmy o tobie gadać. Tak mnie coś podpuściło… No i go… lekko wkurwiłem.
-Co?!- spytała wściekła i zacisnęła pięści, ciśnienie miała wysokie
do granic możliwości, czuła jak serce bije jej jak szalone i zaraz wyskoczy z
piersi.- Jak to?
-No… Coś mi się tam wymsknęło… Coś o… twojej bieliźnie?
-Co kurwa?!- warknął Tomo oburzony, teraz i on był ewidentnie
wściekły.
-No… Coś mnie podpuściło i… Mu zacząłem dogryzać i… się
chłopaczyna zdenerwował, poszarpaliśmy się, dostałem w nos no to mu oddałem,
ale… biedak zatoczył się do tyłu, pierdolną w krawężnik i… na chwilkę stracił
przytomność…
-Co?!- krzyknęła wściekła szatynka i załamana rzuciła się w
objęcia Tomo. Jego ramiona objęły ją w tali, była tak blisko niego, że mogła
wdychać przyjemny zapach jego koszuli. Czuła również jego oddech, już umiarkowany,
spokojny. Jego pierś unosiła się i opadała tak przyjemnie, że Sonia mogłaby
pozazdrościć jego dziewczynie każdej chwili spędzonej w jego objęciach, gdyby
nie fakt, że JEJ chłopak siedzi parę metrów dalej w karetce i właśnie jest
badany. Złość ogarnęła ją całkowicie, łzy cisnęły jej się do oczu, ale nie
mogła ich uwolnić, po raz kolejny pokazałaby, że ważniejsze dla niej jest dobro
Olity niż jej własne. Nie mogła sobie na to pozwolić, już za długo na to
pozwalała, teraz Braxton musi sam sobie poradzić z jego słabościami. Dziewczyna
usłyszała kroki zbliżające się w ich stronę, po chwili Tomo wyszeptał jej imię,
Sonia odwróciła się, a nad nią stał lekarz i patrzył na nią wyczekująco.
-Pani chłopak...- zaczął jakąś się mężczyzna, ewidentnie nie
znał najlepiej Angielskiego i bije się w myślach co dalej powiedzieć. - Musimy
zabrać go do szpitala.
-Słucham?!- krzyczy wściekła, ale w jej głosie przewagę
jednak wzięło przerażenie, wstała w jednej sekundzie i już miała się rzucić do
Olity, ale rozsądek przypomniał jej o ich rozstaniu. Postanowiła więc stać w
miejscu i upewnić się o co chodzi.- Co mu takiego strasznego jest?
-Nie wiemy, ale po takim uderzeniu musimy sprawdzić czy nie
ma obrażeń wewnętrznych.- odzywa się drugi lekarz, który o wiele lepiej radzi
sobie z obcym językiem. Może po prostu się lepiej uczył, a może wiąże się to z
wiekiem i doświadczeniem z nim związanym. Co by to nie było, władał biegle
językiem i nie miał najmniejszego problemu z przekazaniem im informacji.
-Rozumiem, gdzie będzie przewieziony?
-Do szpitala... Jeśli pani chce może...
-Nie, nie. My go później odbierzemy. Kiedy będzie już po
wszystkim?
-Nie wiemy, skontaktujemy się z panią.
-Dobrze, dziękuje. A z nim- wskazuję na Shannona- wszystko w
porządku?
-Na tyle dobrze, że nie musimy robić kolejnych badań, a i
pacjent nie wyraził zgody na badania. - dziewczyna spojrzała z wyrzutem na
mężczyznę, a ten tylko spuścił wzrok.
-Okej, to prosimy o telefon kiedy będzie można go już
odebrać.
-Dobrze dziękuje. - lekarze wrócili do karetki razem
Braxtonem, a Sonia została z przyjaciółmi.
- A tobie co jest?- zwróciła się do starszego Leto, który
siedział z wzrokiem nadal wbitym w podłogę.
-Praktycznie nic, tylko tyle, że dwa rozcięcia i nos złamany.
-wymamrotał i powoli wstał. - Idziemy do hotelu?
-Taaa...- odezwał się Milicevic i również wstał, oboje
ruszyli w stronę budynku, a Sonia za nimi. Drogę przebyli w ciszy, nie chcieli
rozdrapywać ran. Sonia nie pytała czemu to powiedział, Tomo nie pytał skąd Leto
wie o jej bieliźnie, a Shannon... On nigdy nic nie mówił. Na miejscu Tomo
poszedł do siebie, Shannon do siebie, a Sonia została w recepcji. Usiadła na
fotelu i spojrzał na telefon. Mimo iż udawała obojętność, w myślach bała się o
Braxtona i modliła, by jak najszybciej badania się skończyły i były w porządku.
Nie ma wiadomości, połączenia, nic. Zrezygnowana ruszyła do windy, ale nie
wybrała swojego piętra. Pojechała na wyższe i ruszyła do pokoju Tomo. Niepewnie
zapukała do drzwi, a one otworzyły się o
wiele pewniej. W framudze stał Milicevic w samych jeansach. Włosy miał związane
w kok, a przy uchu trzymał telefon, w jego oczach było widać zdenerwowanie, ale
na widok dziewczyny złagodniały. Wymamrotał coś po Chorwacku i się rozłączył.
Odsunął się od drzwi i zaprosił ją do środka, jego pokój był większy nieco od
jej, ale wyglądał tak samo, z wyjątkiem salonu, w którym był dwa razy większy
telewizor niż jej.
-Coś się stało?- zapytał podchodząc do niej od tyłu i
mierzwiąc jej włosy.
-Nic... Po prostu chciałam iść do przyjaciela.- wyszeptała i
odwróciła się do niego i przytuliła. Chłopak objął ją mocno w pasie i
przyciągnął do siebie. -Tooomo....
-Co się dzieje?
-To jest takie pojebane.... Czy on musi zawsze wszystko
komplikować...
-Oj Sonik, Sonik... To już chyba płynie w jego krwi. Musisz wytrzymać…
Albo spierdolic do innego.
-Ha ha ha… Not funny. Ja już nie wytrzymam Tomo… Czemu on mi
to robi?!
-Sonia. Tutaj to nie jest jego wina. Shanny zawinił,
wyjechał z takim tekstem za co sam bym
mu zajebał. Miał prawo na taką reakcję.
-Słucham?!
-Sonia. Musisz zrozumieć, taki tekst z jego strony mógł
świadczyć wiele, Oli jest teraz nad pobudzony więc tym bardziej zachował się…
Mogę wręcz powiedzieć normalnie. To tak jakbyś ty od Emmy usłyszała, że Oli
stosuje świetne kondomy. Co sobie pomyślisz? No właśnie. Taka już nasza natura.
Tylko on może znać twoją bieliznę, jasne?
-Ale on ją widział w walizce!
-To nie ma znaczenia, on o tym nie wiedział, Leto sobie
nagrabił i tyle, bęzde miał u Oliego przesrane jeszcze długo.
-Jesteście głupi– wyszeptała, w tej samej chwili do pokoju
wszedł Shannon
-O siema sta…- zaczął, ale widząc szatynkę w objęciach
przyjaciela zaczął się wycofywać- Ups, myślałem, że będziesz sam.
Dziewczyna wyrwała się z objęć Tomo i spojrzała na starszego
Leto, szybko ruszyła w jego stronę i zaczęła walic w niego pięściami, mamrocząc
coś o tym, że go nienawidzi, ale łzy przeszkadzały jej w wyraźnym mówieniu.
-Ty debilu?! Coś ty zrobił?!- Tomo starał się ją odciągnąc,
ale nie zdołał, Shannon wpierw zdezorientowany po chwili, złapał ją za
nadgarstki, przytrzymał i przyciągnął do siebie, wpierw się szarpała, ale
Shanny nie odpuszczał.
-Przepraszam- wyszeptał i ucałował ją w czoło, dziewczyna
jeszcze chwilę się miotała po czym zrezygnowana opadła w jego ramiona, a jej
łzy zmoczyły jego koszulę.
-Nienawidzę was.- wyszeptała i to były ostatnie słowa. Po
chwili jej oddech się unormował, Shanny ukradkiem na nią spojrzał, lecz ta już
spała. Bezsilnośc, smutek i strach sprawił, że odpłynęła w głęboki sen. Leto
delikatnie wziął ją na ręcę i na migi kazał Tomo otworzyc drzwi. Zaprowadzili
ją do sypialni i położyli na łóżku, Tomo przykrył ją kocem, a Shannon zasłonił
rolety. Wyszli z pokoju, a przy samym wyjściu Tomo zatrzymał się i spojrzał
wymownie na przyjaciela.
-Jesteś debilem. –warknął
-Słucham?
-Co ci odbiło?!
-Mi? –zastanowił się przez chwilę- Nie wiem… Tak jakoś… mi
się palnęło.
-Palnęło kurwa. Wiesz co ona przechodzi?!- wskazał na
sypialnię i podszedł do niego bliżej szturchnął go palcem w klatkę piersiową.-
Sonia jest i tak zdołowana, a wy jej jeszcze takie numery robicie?!
-Wiem… spierdoliłem sprawę..
-Spierdoliłeś sprawę?! Tylko tyle?!
-Tyle? A co ma jeszcze być?!
-Żebym to ja był na jego miejscu już byś leżał w szpitalu…
-Tak? No chyba nie… Cykał byś się…- zrobił brawurową minę i
szturchnął go w ramię
-Tak?- uśmiechnął się i szturchnął przyjaciela- Zobaczymy.
-Oż ty! –zawołał i zaczęli się szturchać i szarpać, co i raz
jeden dźgał drugiego w żebra i łapali się za głowy aż wypadli na zewnątrz na
Jareda.
-Holy…- zawołał gdy razem z przyjaciółmi leciał na ziemię.-
Co jest kurwa?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz