Jak widac nastąpiły spore zmiany, a wszystko dzięki Tosi! <3 Zapoznajcie się z nowym wyglądem, możliwościami, a teraz proszę rozdział II :) Czekam na komentarze! :)
____
Brunet wszedł po cichu do pokoju, zamknął bezszelestnie drzwi i z nadzieją, że pokój będzie pusty, zapalił światło. Jednak się mylił. Na łóżku siedziała zdenerwowana brunetka i przerzucała kolejne strony amerykańskiego czasopisma. Chłopak powoli zebrał w sobie odwagę i ruszył w jej stronę udając, że nic się nie dzieje. Dziewczyna nie zwracając na niego uwagi dalej przeglądała gazetę, aż po chwili zapytała.
-Gdzie byłeś?
-W kawiarni.-brunet zrzucił torbę i usiadł obok Soni próbując ją pocałować w kark, lecz ta odsunęła się na skraj łóżka.
-W kawiarni? Po co?- spytała oschle, chłopak tylko się uśmiechnął. Był przygotowany na te pytania. Wyciągnął różowe pudełko i otworzył ukazując rząd pięknych, pulchnych pączków.
-Po pączusie. Dla ciebie specjalnie szukałem z owocami leśnymi.
-Tylko?- kontynuowała tym samym ostrym tonem, znała go aż nad zbyt dobrze. Sama uczyła go wielu sztuczek jak ukrywać np. alkohol w torbie tak by go inni nie zauważyli. Lata tułaczki po ulicach Los Angeles czegoś ją jednak nauczyły.
- I kawę... - odpowiedział zrezygnowany.- Dla mnie i Shannona.
-Tylko?- powtórzyła jeszcze bardziej surowo.
-Tylko.- odpowiedział i opadł na łóżko.- Sonik czemu nie cieszysz się nigdy z moich niespodzianek...
-Cóż. Dzisiaj niespodziankę mi zrobiłeś. Nie wiedziałam, że kawę sprzedaje się w puszkach po energetykach...- wydukała głosem przesączonym od sarkazmu.
-Co?- spytał zdezorientowany, był pewien, że schował je dokładnie. Dziewczyna wskazała rozerwaną część torby z której wystawała część srebrnej puszki.
-To.
-Sonik...
-Nie. Nie odzywaj się do mnie nawet.
-Sonik, ale ja...
-Nie! Nie obchodzi mnie to!- zaczęła krzyczeć wściekła, rzuciła czasopismem na drugą stronę pokoju tłukąc przy tym lampę. -Okłamałeś mnie.- wyszeptała resztką siły.
-So..
-Dość. To koniec. Mam tego dość.-wyszeptała, w oczach powoli gromadziły się łzy. W jednej chwili uświadomiła sobie, że nie ma szans na uratowanie jej chłopaka, to nie miało sensu. Złość i żal ponownie wzburzyły w niej agresje. Chwyciła torbę z puszkami i rzuciła nią o ziemię.- Mam tego dość.- krzyknęła i wybiegła z pokoju. Za sobą słyszała tylko krzyki Braxtona, ale nie słuchała. Chciała tylko uciec. Nie udało się.
-Hooolaaaa, hola, Sonik!- odezwał się wysoki brunet, który złapał ją w locie.- Nie biegamy po korytarzu na oślep!- zaśmiał się i postawił na ziemi, jego chorwacki akcent jak zawsze przemieniał każdą złą chwilę w żart, błysk czułość i zrozumienia w oku dodawał mu tylko uroku. Sam wyraz twarzy krzyczy "Jestem dobry, chodź, przytul mnie!".
-Tomo, nie teraz. - wymruczała próbując wyrwać się spod jego silnych dłoni, ale lata gry na gitarze nie dały jej na to szans.
-Co jest?- spytał już poważnie,
-Nie ważne.
-Okeeej, to idziemy do pokoju zwierzeń!- zawołał radośnie i przerzucił dziewczynę przez ramię. Po mimo jej wszelkich starań i krzyków szedł dalej pewnie przez korytarz mijając zainteresowanych krzykami ludzi.
Gdy już weszli do pokoju Tomo, mężczyzna postawił ją na ziemię i sam usiadł na kanapie. Pokój był większy stanowczo od jej i Braxtona, ale bałagan i chaos sprawiał, że wyglądał on jak dżungla. Na łóżku leżała porozwalana bielizna, na ziemi ubrania, a na fotelu gitara. Gdzieniegdzie leżały książki, nuty, zeszyty czy zdjęcia.
-Przepraszam za bałagan, ale nie mogłem znaleźć rano telefonu i... tak wyszło.- wytłumaczył i przyjął pozycję psychologa z filmu.- Teraz... usiądź wygodnie i opowiadaj.
Dziewczyna wykonała po części polecenie, ale dalej nic nie mówiła.
-Sonik... Mów.
-Ne.
-Sonik...
-Co mam mowic.?
-Co się dzieje.
-A co się dzieje? Po prostu nie mam już siły. To mnie przerasta. Wiążąc się z Braxtonem wiedziałam, że będzie trudno, ale nie, że aż tak. Nie mam już totalnie siły. Co noc staram się go zadowolic, uspokoic, by zasnął, ale on i tak nie śpi, a rano wydupca z hotelu po pierdolone energetyki i mnie okłamuję. DO tego praca na dwa etaty u was. To już za dużo.
-Mhm... Rozmawiałaś z nim o tym?
-O czym?
-O tym co czujesz gdy cie okłamuje.
-Starałam się, ale on nie słuchał. Obiecywał, że się zmieni, ale to też kłamstwa, a ja po prostu chciałam uciec.
-Wiesz Sonia, że to nie jest rozwiązanie.
-A widzisz inne? Nie mam już siły walczyć.
-Może urlop?
-Urlop? Nie.. Kto się zajmie Braxtonem?
-No właśnie. Nie masz sily, ale samego go nie zostawisz.
-Bo tak się nie da! Czy ty Vicky zostawiłbyś w potrzebie?
-No... Nie.
-Właśnie! Choćbyś miał zginąć, za miłość zrobisz wszystko.
-Okej. Sonik posłuchaj. Musisz odpocząć. Widzi to cała ekipa, chodzisz zestresowana, zmęczona, gorzej niż Olita. MUSISZ wypocząć chociaż tydzień, a twoim bojfrendem się zajmiemy.- uśmiechnął się, a w tej samej chwili zawibrowała komórka dziewczyny. Mężczyzna spojrzał w ekran i ponownie na nią.
-Przepraszam to pilne, zostawisz mnie samego?
-Jasne.- odpowiedziała i ruszyła ku wyjściu. W połowie drogi do swojego pokoju przypomniała sobie, że zostawiła u Chorwata plakietkę i telefon, pobiegła szybko i bez pukania weszła do pokoju by mu nie przeszkadzać w rozmowie, ale to nie była rozmowa. To była awantura.
-Mówiłem ci, że nie dam rady! Nie, nie obchodzi mnie to! Ostrzegałem, \że mam trasę i nie wrócę! Rozumiesz?!- krzyczał jak opętany. Dziewczyna patrzyła na niego zdezorientowana, pierwsza raz widziała go w takim stanie, ale gdy ten ją zobaczył wpadł w jeszcze większy amok. Rozłączył się i rzucił telefon na bok.- Co ty tu robisz? Mówiłem ci żebyś mnie zostawiła!
-Wróciłam po plakietkę i telefon, Tomo nie krzycz.
-Się puka, od czegoś te pieprzone drzwi wydają dźwięk taki jak cnok cnok cnok!
-Tomo, co sie dzieje.
-Nie twój interes.
-Tomo czy to była Vicky?
-Wiesz co. Zajmij sie swoim związkiem, potem dopiero moim.- powiedział normalnie wypchnął ją za drzwi, rzucił jej rzeczy i zamknął pokój na klucz. Dziewczyna jeszcze przez chwilę stała zdezorientowana całą sytuacją po czym wzięła rzeczy z podłogi i ruszyła do swojego pokoju.
Za krotkie
OdpowiedzUsuńZa krótkie? No dobra, postaram się o dłuższe :P
Usuń